ORGANIZACJA

Wiosenne porządki – 15 rzeczy, których możesz się pozbyć już dziś

Wreszcie zaczęła się moja ulubiona pora roku. Uwielbiam te coraz dłuższe dni, coraz cieplejsze popołudnia, pierwsze poranki, gdy nie trzeba zakładać czapki, pierwsze wyjścia z domu w ulubionych trampkach. I tę pozytywną energię, uśmiechy nieznajomych ludzi na ulicach, wymiany porozumiewawczych spojrzeń, gdy wychodząc z biura orientujemy się, że kurtki i szaliki jednak nie są potrzebne. Sprzedawców kwiatów na ulicach. Nowalijki na straganach. Place zabaw tętniące życiem, dzieciaki okupujące piaskownicę i biegające od huśtawki do zjeżdżalni i z powrotem.

Z nowym zapałem przygotowuję listy zadań w pracy i w domu, wykreślam wykonane czynności, dopisuję kolejne, dorysowując kwiatki i sześciany na marginesach. Chętniej sprzątam, gotuję, porządkuję. Prawie codziennie znajduję chwilkę, żeby ogarnąć jakiś fragment mieszkania, coś posegregować, coś wyrzucić.

Przygotowałam sobie listę rzeczy, których chcę się pozbyć tej wiosny. Nie czekam aż opuści mnie pozytywna energia. Sporo już na niej wykreślonych zadań. Codziennie coś pakuję do worków, wysyłam męża do piwnicy, na śmietnik lub na pocztę. Z każdą taką paczką czuję się lżejsza, młodsza i piękniejsza, hahaha. A tak serio to czuję, że odzyskuję kontrolę nad moim mieszkaniem i życiem. Mam wrażenie, że zbyt duża ilość niepotrzebnych przedmiotów nie tylko zagracała mój dom, ale też sprawiała, że czułam się przytłoczona.

A oto moja lista niepotrzebnych rzeczy, których pozbywam się bez żalu:

1. Stare rachunki – oj tak, zaczynamy z grubej rury. Założę się, że też masz taki ledwo dopinający się segregator lub szufladę, do której nie lubisz zaglądać. A najgorsze jest to, że nigdy nie wiesz, co jeszcze się może przydać i kiedy, prawda? Ściągawkę znajdziesz np. tutaj i tutaj.

2. Próbki – wszystkie próbki gromadzę w jednym miejscu i raz na jakiś czas przeglądam, wyrzucam przeterminowane, a do łazienki zanoszę te, które mam zamiar zużyć. Pozostałe oddaję.

3. Nienoszone ubrania – zawsze na wiosnę robię przegląd szafy. Wyrzucam zniszczone ubrania, oddaję te niepasujące lub niemodne. Staram się też pozbywać ciuchów, w których już długo nie chodziłam, choć jest to trudne, bo zawsze wydaje mi się, że przecież mogłabym to jeszcze założyć, że przecież może się to przydać. Mam na to sposób – takie ubrania chowam w jedno miejsce i jeśli przez kolejnych kilka miesięcy o nich nie pomyślę, to oznacza, że nie są mi potrzebne i oddaję już bez żalu.

4. Brzydkie świeczki – całkiem niedawno odkryłam, jak wiele mam w domu świeczek. I to w większości takich brzydkich, starych, w połowie zużytych, z zatopionymi zapałkami. Jedno jest pewne – prędzej będę siedziała po ciemku niż postawię na stół 90% z nich. Zostawiłam więc 3 piękne świeczki, a resztę oddałam lub wyrzuciłam.

5. Gazety – obecnie bardzo rzadko kupuję gazety, ale co jakiś czas jeszcze natrafiam na jakieś antyczne wręcz wydania czasopism dla kobiet w ciąży, czy promocyjne gazety z drogerii. Pokaźny zbiór maminych periodyków trafił do koleżanki w ciąży, a reszta na makulaturę.

6. Zniszczone buty – i tu Wam zdradzę mój mały sekret. Nie cierpię kupować butów! Rajdy po sklepach obuwniczych to dla mnie męczarnia, a nowa para kozaków, pantofli czy sandałów sprawia, że cierpnie mi skóra ze strachu przed obdartymi piętami i odciskami. Dlatego też butów mam mniej niż mój mąż i najbardziej cenię te znoszone, miękkie i wysłużone, te, którym ufam, bo wiem, że nie zrobią mi krzywdy. Zawsze bardzo mi smutno, gdy muszę wyrzucić zniszczoną parę i zacząć się rozglądać za ich następcą.

7. Siatki – odkąd mam dziecko sprawa jest prosta – siatki trafiają do małego kosza na zużyte pieluchy i są praktycznie natychmiastowo wykorzystywane.

8. Ulotki z jedzeniem – już na etapie wyciągania poczty ze skrzynki na listy segreguję ulotki, zostawiając tylko te, które mogą mnie faktycznie zainteresować. Raz na jakiś czas rozkładam wszystkie ulotki i wyrzucam te zdublowane lub nieaktualne.

9. Zepsute zabawki – te, których nie da się naprawić wyrzucam jak tylko Tosia pójdzie spać 🙂 Ostatnio zorientowałam się, że mamy typy książeczek dźwiękowych – z wymienialnymi bateriami i takie jednorazowe. Muszę tylko kupić kilka małych baterii i kilka książeczek będzie jak nowych!

10. Przeterminowane produkty – leki, żywność (w tym przyprawy, budynie, galaretki), kosmetyki do pielęgnacji ciała (balsamy, odżywki, kremy) i kosmetyki kolorowe (lakiery do paznokci, cienie do powiek, podkłady). Niedawno zorientowałam się, że mam w kosmetyczce 6-letnie cienie, masakra! Bardzo przydatną ściągawkę znajdziecie tutaj.

11. Niemodne torebki – ciężko się rozstać, prawda? Kiedyś wymarzona, wytęskniona torebka prezentowała się dumnie na sklepowej półce, a dziś leży zapomniana w kartonie. Szczerze? Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło wrócić do torebki, której nie używałam przez ostatnie 2 lata. Po co więc sobie zagracać mieszkanie? Można oddać, sprzedać albo wymienić się z koleżanką.

12. Niefajne książki – stoją na półce jak zmaterializowany wyrzut sumienia, czy wyzwanie: “Przeczytaj mnie! Wiem, że nie masz ochoty, wiem, że myślisz o mnie źle, ale ja tak będę stała i Ci się rzucała w oczy dopóki mnie nie przeczytasz!”. Przez wiele takich książek przebrnęłam w poczuciu zmarnowanego czasu, ziewając i sprawdzając jak wiele mi jeszcze zostało. Jednak życie jest za krótkie na czytanie słabych książek! I tak mi nie starczy Ci czasu na przeczytanie choćby ułamka tych niezłych. Sprzedaj, oddaj, wymień się.

13. Stare kalendarze – nie wiem jaki przyświecał mi cel, ale od prawie 10 lat nie wyrzuciłam ani jednego kalendarza. Zajmują pół pudełka. To kompletnie bez sensu – do śmieci!

14. Niepiszące długopisy i flamastry – pa, pa!

15. “Przydasie” – na koniec wszystko to, co tak trudno opisać dwoma słowami – rzeczy, które “przecież kiedyś na pewno się przydadzą”, a o których istnieniu zapomniałam jakieś kilka lat temu. Stare kable, ładowarki do telefonów, zepsute odtwarzacze MP3, resztki po remontach, stare płyty z filmami i programami, nieprzywołujące żadnych miłych wspomnień pamiątki, podstawki pod kufle do piwa… Można by tak wymieniać w nieskończoność. Działający sprzęt i potencjalnie wartościowe kolekcje można próbować sprzedać, ale całej reszty graciarni można się spokojnie pozbyć!

Ciekawa jestem, czy Ty też korzystasz z wiosennej energii, żeby oczyścić swoją przestrzeń i duszę?


Spodobał Ci się tekst? Zostań z nami na dłużej! Polub nas na Facebooku, obserwuj na Instagramie, podglądaj na Snapie (mamacarla.pl).



You Might Also Like