GOŚCINNIE WYDARZENIA

Jak dzieci uratowały mojego Sylwestra – okiem Taty

Jest kilka pytań, które wracają do mnie jak bumerang wraz z noworocznym bólem głowy. Myśląc o swoich odpowiedziach, widzę, jak długą drogę przeszedłem, odkąd zostałem tatą.

[Autorem tekstu jest Marcin, mój mąż i tata dziewczynek.]

Przedtem odpowiadałem na nie tak:

Po co ten Sylwester?

31 grudnia cały świat w oparach bąbelków świętuje, że jest rok starszy. Czas puścić w niepamięć życiowe porażki roku minionego, żeby przez moment żyć nadzieją, że nowy początek coś zmieni. Wraz z porannym bólem głowy przychodzi otrzeźwienie – nic się zmieni. Życie to ciągły proces, wypadkowa naszych decyzji i wyborów. Nie zmieni tego jedno święto, ubrania upstrzone cekinami i fajerwerki.

Po drugie, skąd ten przymus?

Wszyscy żyjemy w pętli nawyków. Można to nazywać różnie: nauką płynącą z przejmowania wzorców zachowań, czy potrzebą budowania bezpieczeństwa. Mimo wszystko ciężko mi zaakceptować, że po ciężkim roku, świętach, czy po prostu po pracy każdy szanujący się obywatel świata musi namalować sobie na twarzy uśmiech i uderzyć w balet stulecia. Nie ważne, czy ma na to ochotę czy nie.

Po trzecie, kto wpadł na pomysł picia szampana o północy?!

Wielokrotnie niewinne bąbelki z butelki ozdobionej cyrylicą były gwoździem do mojej trumny. Najgorsze było kiedy rano po ustaleniu do kogo należy fruwający po suficie żyrandol przypominałem sobie, że odradzałem się niczym feniks z popiołów w roli nieustraszonego mistrza pirotechniki, który cudem zachował wszystkie członki, albo snowbordzista, który ku uciesze gawiedzi i w towarzystwie najwierniejszych ziomeczków zjechał ze stoku w samych bokserkach.

Koniec z takim Sylwestrem.

Wczoraj po powrocie z pracy przywitały mnie 3 pary ukochanych oczu. Mieszkanie było przystrojone ich uśmiechem, serpentynami i porozrzucanymi wszędzie balonikami. “Tatusiu wspaniale, że już jesteś!” – usłyszałem. “Przygotowujemy naszą imprezkę” – dodały. I wpadłem w ten wir. Nagle na stole pojawiły się przekąski i bezalkoholowe, kolorowe drinki. Tosia zadbała o uroczystą oprawę wieczoru – wszystkim wybrała eleganckie stroje i wpadliśmy w wir zabawy.

Kiedy patrzyliśmy jak dziewczynki tańczą, byliśmy najszczęśliwszymi ludzi na tym zwariowanym świecie. Iskierki w ich oczach zaczarowały naszego Sylwestra. Kiedy zasnęły, bawiliśmy się we dwoje, życząc sobie o północy, żeby uśmiech nigdy nie schodził z naszych twarzy.

A więc jeszcze raz. Po co ten Sylwester?

Bo z przytupem wkraczamy w nowy rok. Pełni entuzjazmu i ekscytacji czekamy na to, co nam przyniesie. Bo nowy rok to dla nas nowe możliwości i wyzwania.

Skąd ten przymus?

Bo każda okazja do spędzenia czasu razem w domu przepełnionym radością i miłością jest godna tego, żeby ją uczcić.

Po co szampan o północy?

Żebyśmy mogli podziękować sobie za to, że jesteśmy razem.

Życzę Wam, żebyście w tym nowym roku odnaleźli w sobie radość z bycia dzieckiem, żebyście odnaleźli szczęście w oczach bliskich. Proponuję też jedno postanowienie noworoczne – nie zapominajmy o tym co naprawdę jest ważne!

Spodobał Ci się tekst Taty dziewczynek? Koniecznie przeczytaj też:

1. MÓW MI TATO

2. BOJĘ SIĘ O CIEBIE CÓRECZKO

3. MATKO MODLISZKO



You Might Also Like