HIGH-NEED BABY POLECANE RODZINA

Zdanie, którego nie powinna usłyszeć żadna mama

Bycie mamą to ciężka praca, za którą nikt Ci nie dziękuje, nie klepie po plecach, nie chwali, nie daje orderów. I Ty wcale tych orderów nie potrzebujesz. Czasem wystarczyłoby tylko, żeby ktoś się w porę ugryzł w język, zanim powie tekst, po którym poleją się kolejne łzy, który tak bardzo zaboli. Zdanie, którego nie powinna usłyszeć żadna mama.

 

„Nie dramatyzuj, na pewno nie jest tak źle. Przesadzasz!”

 

Wyobraź sobie, że Twoje wyczekane, upragnione, ukochane niemowlę przez cały dzień płacze. Krzyczy, drze się, wyje. Od rana do nocy. W zasadzie zna tylko 3 stany – jedzenie, spanie i płakanie. Zapomnij o czymś takim jak „aktywne czuwanie”, leżenie z otwartymi oczami i kontemplowanie świata. Jedzenie, spanie, płakanie. Jedzenie, spanie, płakanie. I tak dzień w dzień, przez ponad 5 miesięcy.

Moje dziecko było bardzo wymagające od pierwszego dnia swojego życia, córka musiała być blisko mnie i koniec. Uspokajało ją tylko ssanie piersi. Odłożenie graniczyło z cudem, więc siedziałam godzinami w fotelu z dzieckiem przy piersi.

Długo nie mogłam się z tym pogodzić. Próbowaliśmy wszystkiego – bujania w wózku, foteliku samochodowym, leżaczku-bujaczku. Nosiliśmy na rękach i w chuście. Śpiewaliśmy, mruczeliśmy, szumieliśmy. Jeździliśmy samochodem. Próbowaliśmy przyzwyczaić do smoczka i do butelki.

Wszystko to skutkowało najwyżej jednorazowo. Zaraz potem był znów płacz i krzyk. I tylko pierś była tym czynnikiem, który zwykle pomagał. Choć oczywiście nie zawsze.

Ile łez wylałam, wiem tylko ja.

Dlaczego tak jest? Co robię źle? Czy z moim dzieckiem jest coś nie tak? Co ze mnie za matka? Te pytania prześladowały mnie codziennie przez długi, długi czas. Lekarze wykonali wszystkie badania i uspokajali, że dziecko jest zdrowe, że taka jej natura po prostu. Potem dowiedziałam się, że ta natura nazywa się high-need baby i było mi dużo lżej. Tosia nie przestała z dnia na dzień płakać, ale ja przynajmniej zrozumiałam co się dzieje. I, co najważniejsze, że to minie.

High-need baby to niemowlęta, które są bardzo wrażliwe. Przeszkadzać im może prawie wszystko, co komunikują jedynym dostępnym sobie sposobem, czyli płaczem. Są nieprzewidywalne, rozdrażnione, nieodkładalne. Głośno domagają się spełnienia swoich potrzeb już, teraz, natychmiast. Jedyne co możesz robić, to starać się odgadywać te potrzeby i je spełniać. Często jest to niemożliwe. Wtedy pozostaje Ci zacisnąć zęby i po prostu przetrwać kolejny dzień.

Zerwać kartkę z kalendarza i żyć nadzieją, że będzie lepiej.

Bo będzie. W przypadku wymagających dzieci każdy miesiąc jest lepszy niż poprzedni. Każdy kamień milowy w rozwoju maluszka daje mu większy wachlarz możliwości komunikowania swoich potrzeb, więc już tak nie płacze. A Ty uczysz się swojego dziecka, coraz lepiej potrafisz przewidzieć jakie sytuacje go zdenerwują, jakich miejsc unikać i o której godzinie możesz wyjść z domu, minimalizując ryzyko godzinnej syreny w wózku.

Aż w końcu nadchodzi ten dzień.

Dzień, w który Twoje dziecko nie zapłakało ani razu. Oczywiście nie mam na myśli płaczu sygnalizującego głód, pełną pieluszkę, czy zmęczenie 🙂 Chodzi mi o płacz, który się nie kończy, który nie mija przy bujaniu, noszeniu, zabawianiu. Płacz, który rozbija Cię na kawałki, wrzyna się w mózg i serce, nie pozwalając oddychać. Pewnego dnia już tego nie ma. Oczywiście nadal zdarzają się trudne tygodnie, dni i popołudnia, ale nadzieja Cię uskrzydla, pomaga przetrwać i odzyskać wiarę w siebie. Potrzebujesz dużo siły, wsparcia i cierpliwości. Zmiana nie przyjdzie z dnia na dzień, ale będzie łatwiej, obiecuję.

Tak naprawdę to nie ważne, czy Twoje dziecko jest hiper wymagające, czy nie. Nie ważne, czy potrafi się zająć sobą dłużej niż kilka minut, czy musisz je stale nosić na rękach. Każda mama ma prawo być zmęczona i nie ma się co licytować, która bardziej. Każda z nas ma trudniejsze chwile i ostatnie, czego potrzebuje usłyszeć to to, że przesadza.

Nie dramatyzujesz. Nie przesadzasz. Nie jesteś sama. 

Jesteś dobrą mamą, pamiętaj. Najlepszą.

***

Jeśli chcesz poczytać więcej o high-need baby i naszych perypetiach, zapraszam Cię TUTAJ.

You Might Also Like

  • tego zdania nie powinien usłyszeć nikt. bo nie dyskutujemy tutaj o faktach, a o osobistych odczuciach. a tych nie da się zanegować. nie da się ich podważyć. nie da się też ich sprawdzić. to trochę tak, że ja mówię, że nie lubię kalafiora, jest fuj i mnie mdli od samego zapachu. a ktoś mi mówi, że przesadzam i dramatyzuję, bo kalafior jest przecież smaczny. skoro ktoś mówi, że mu źle, to widocznie mu źle. chociaż komuś innemu w takiej sytuacji mogłoby źle nie być. każdy inaczej odbiera te same sytuacje. mówiąc komuś, że przesadza to tak jakbyśmy mu mówili, że nie wierzymy w ani jedno jego słowo. że udaje, użala się nad sobą, jest leniwy, nieporadny itp. itd. to nie jest miłe. i w niczym nie pomaga. to raz. a dwa nikt tak naprawdę nie wie, jak nasza sytuacja wygląda. nawet jak o niej słyszy czy nawet jest świadkiem, to zawsze on jest obok, a nie centrum wszystkiego. patrzy z pozycji widza, nie uczestnika. nie wie wszystkiego. i nie czuje tego. tylko widzi. czasami, nie przez 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu.

    • Dokładnie tak. Ktoś widzi coś przez chwilę, nie zna kontekstu, a już ocenia. No i kto daje nam prawo do oceniania emocji innych ludzi?

      • Gosia

        …ja tez… Wiedzialam ze jest cos nie tak, byłam sama z maluszkiem, maz dużo pracował, wpadał tylko na chwile i wtedy krytykował ze coś jest nie zrobione a powinno być a ja jak zwykle tylko siedzę z małym i nic nie robię, to bolało najbardziej ….

  • Znam temat aż za bardzo. Niestety za mało empatii, za dużo postawy pozjadałam wszystkie rozumy, strasznie to mało sympatyczne, niestety….Dlatego gdy stajemy się mamami, najlepsze, co można zrobić, to…przestać się przejmować. Choć to w praktyce jest właściwie awykonalne.

    • Z drugiej strony jakie mamy inne wyjście? Albo przestać się przejmować, albo zwariować! 😉

  • Jak bym czytała o sobie i mojej Karolinie. Nikt mi nie wierzył jakim wymagającym niemowlakiem była i niestety nie raz słyszałam to zdanie. Kiedy mówiłam o tym mamie, to oczywiście przesadzałam. Ale kiedy moja mama usłyszała od mojej położnej, że pierwsze miesiące z moim dzieckiem nie były dla mnie łatwe, nagle zdała sobie sprawę, że to co mówiłam było prawdą a nie moim wymysłem, bo przecież to było moje pierwsze dziecko, więc co ja wiem… Ech… początki były trudne.

  • Bardzo Ci współczuję. Mój maluch nie należy do high-need baby, ale miewamy z nim gorsze momenty. Ponieważ przy ludziach zawsze jest super spokojny nikt mi nie wierzy jak potrafię być zmęczona, gdy cały dzień nic go nie satysfakcjonuje oprócz piersi…albo kiedy budzi się co półtorej godziny… no niestety takie życie, że ludzie zawsze uważają, że wiedzą wszystko lepiej i nie przestaną nas pouczać. Trzeba się na to uodpornić, robić swoje i ufać intuicji a nie „dobrym radom”.