BLW GADŻETY MACIERZYŃSTWO POLECANE

Rozszerzanie diety po naszemu – BLW, zupki, gadżety

Często pytacie jak rozszerzam dietę Helenki. Stosuję BLW czy miksuję zupki i papki? Kiedy zaczęłam rozszerzanie – po 4. czy po 6. miesiącu życia, skoro mała pije też mleko modyfikowane. Co daję do picia i czy dopajałam przed rozszerzaniem? Hela pije wodę z butelki, niekapka czy bidonu? I serio tylko wodę?!

BLW czy karmienie łyżeczką?

Przed rozszerzaniem diety Tosi, prawie 4 lata temu, czułam się bardzo niepewnie. Zadawałam mnóstwo pytań, przeczytałam masę artykułów, szukałam informacji w książkach. Zachwyciła mnie metoda BLW, czyli w skrócie rozszerzanie diety z pominięciem etapu papek i „półpapek”, podawanie dziecku od razu kawałków warzyw, owoców i innych produktów oraz dań. Zaczęłam patrzeć podejrzliwie na wszystko co zmiksowane i wyobrażać sobie, że mojemu dziecku dzieje się krzywda, bo na przykład daję mu owocową papkę ze słoiczka. Paranoja 😉

Na szczęście szybko się z tego wyleczyłam, wraz z pierwszym poważnym zadławieniem kawałkiem surowej papryki. Byłam na taką sytuację przygotowana i szybko sobie z nią poradziłam – wyciągnęłam dziecko z fotelika i w pozycji poziomej stuknęłam kilkukrotnie w plecy dłonią złożoną w łódeczkę. Kawałek wypadł, a wraz z nim moje ślepe oddanie BLW. Metodę nadal lubię, stosuję i polecam, jednak twardsze produkty zaczęłam miksować. Wraz z wprowadzeniem mięsa zaczęłam przygotowywać Tosi klasyczne zblendowane zupki. Kto powiedział, że trzeba się zdecydować – BLW czy papki i karmienie łyżeczką?

Obie metody można świetnie ze sobą łączyć!

Taki system stosuję również przy młodszej córce. Od samego początku rozszerzania diety z powodzeniem godzimy karmienie łyżeczką i BLW.

 

Kiedy rozpocząć rozszerzanie diety maluszka?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest oczywiste – po skończonym 6. miesiącu życia. Nie ważne, czy dziecko jest na piersi, czy mleku modyfikowanym, czy wyciąga rączki do jedzenia, czy w wieku 4 miesięcy recytuje wierszyki. Nie widzę żadnego powodu, dla którego miałabym rozpocząć rozszerzanie diety w pierwszym półroczu życia dziecka, to jest czas na mleko i… mleko. Nic więcej, żadnych jabłuszek, żadnej marcheweczki, soczku, herbatki, a nawet wody. Jasne, tzw. „gotowość” dziecka może być osiągnięta ciut wcześniej lub później, ale zalecenia lekarskie są jasne. Nie mnie z nimi dyskutować 😉

U nas tak naprawdę rozszerzanie diety pełną parą wystartowało bliżej 7. miesiąca życia dziecka, wcześniej Helenka nie bardzo wiedziała co zrobić z jedzeniem w buzi. Jasne, poznawała nowe smaki, ale o pełnych posiłkach nie było mowy.

Jednym z warunków wprowadzenia metody BLW jest stabilne siedzenie dziecka. Hela taką stabilność osiągnęła dopiero ok 7-8 miesiąca życia, więc siłą rzeczy pierwsze smaki poznawała w formie zmiksowanych warzyw i owoców.

 

Jakie posiłki i kiedy je Helenka?

W diecie obecnie 10-miesięcznej Helenki wciąż oczywiście podstawą żywienia jest mleko (i tak zapewne zostanie co najmniej do 12 mż). Oprócz niego mamy kilka stałych posiłków, które być muszą, bo inaczej płacz i zgrzytanie zębów 😉 (póki co tylko dwóch, ale jednak)

  1. kaszka mleczna na śniadanie – około 6-7 rano Helenka je swój pierwszy stały posiłek. Kaszkę (jaglaną, orkiszową itp.) zawsze podaję jej łyżeczką. Cała miseczka znika w kilka chwil.
  2. owoce – w formie musu lub kawałów do samodzielnego jedzenia (BLW)
  3. zmiksowana zupka na obiadek – około 13 po pierwszej, zwykle 2-godzinnej drzemce Helenka zajada zupkę. Przygotowuję zawsze 3-4 porcje – na dziś, na jutro, a kolejne lądują w zamrażalce.
  4. warzywa w kawałkach i kąski z naszych obiadów, naleśniczki, placuszki, makarony itd. (BLW)
  5. mleko mm z kaszką ryżową na kolację – około 19

Pomiędzy tymi posiłkami i w nocy Helenka pije oczywiście też mleczko.

 

Jak przygotowuję Helence posiłki?

Od początku rozszerzania diety Heli wspomaga mnie urządzenie do przygotowywania posiłków 4 w 1 Philips. Używam go codziennie zarówno do przygotowywania zupek-papek, jak i warzyw do samodzielnego jedzenia przez dziecko. Dzięki niemu gotowanie dla niemowlaka jest zdecydowanie przyjemniejsze 🙂 Jak to działa?

  1. Do zbiorniczka wlewam odpowiednia ilość wody – zwykle 200 ml, co odpowiada 20 minutom gotowania na parze.
  2. Do pojemnika wrzucam pokrojone kawałki surowych warzyw, włączam urządzenie.
  3. Po ugotowaniu dodaję osobno ugotowane (do 12. mż) mięsko, czasem kaszę, ryż, natkę pietruszki itp.
  4. Przekręcam pojemnik do góry dnem i miksuję do momentu uzyskania odpowiedniej konsystencji.
  5. Dolewam trochę wody, choć nie zawsze, bo Helenka preferuje gęste zupy.

Gotowanie warzyw na parze bez blendowania (idealne do BLW) to po prostu punkt 1-2.

 

Gdy opowiadałam Wam na Insta Stories o tym sprzęcie, wspomniałam, że niby mogłabym inaczej przygotowywać Helence zdrowe jedzonko ugotowane na parze, bo mam zarówno ręczny, kielichowy, jak i duży parowar. Ale… szczerze Wam powiem, że mi się nie chce! Na samą myśl o tym ile miałabym rozstawiania tego wszystkiego, a potem jeszcze znienawidzonego zmywania, to mi się odechciewa 😉 A tu do mycia mam w zasadzie tylko jeden pojemnik i noże, które wystarczy opłukać pod bieżącą wodą. Nie muszę też niczego specjalnie rozstawiać i zajmować połowę blatu, bo ten blendero-parowar jest niewielki i ma stałe miejsce w naszej kuchni.

Oprócz gotowania na parze i miksowania można w nim również podgrzewać posiłki i rozmrażać, co jest pomocne, gdy ktoś nie cierpi mikrofalówek tak jak ja 🙂 Do zalet dań przygotowywanych na parze chyba nie muszę Was przekonywać, prawda? Urządzenie 4 w 1 Philips dodatkowo oszczędza czas, co jest ważne dla każdej mamy.

Ilość jedzenia, którą można w nim uparować, a potem ewentualnie zmiksować jest niewielka, ale wystarczająca. Tak jak wspomniałam wcześniej, wychodzi ok 3-4 porcje zblendowanej zupki. Na potrzeby dwójki małych dzieci jest ok, ale nie da się w nim, co oczywiste, przygotować posiłku dla całej rodziny 😉 Dla mnie to nie problem, ponieważ zawsze i tak gotujemy kilka różnych dań na obiad. Ja nie lubię kompromisów i zawsze przy gotowaniu dla dorosłych stosuję różne składniki nieodpowiednie dla dzieci, takich jak sól, czy wino do sosu. Tosia, niestety, choć nie jest niejadkiem, lubi stosunkowo niewielką ilość dań, a niemowlak to wiadomo 😉 Jeśli na przykład z mężem jemy łososia z frytkami, to dla dziewczyn parujemy polędwiczkę z dorsza i ziemniaki. Wierzcie lub nie, ale Tosia nie lubi frytek!

Chciałam Wam tu jeszcze wrzucić kilka przepisów na ulubione zupki-papki Helenki, ale wpis robi się niebezpiecznie długi 😉 więc myślę, że powstanie z tego osobny post.

Zawsze co najmniej jedną porcję zupki mrożę, dzięki czemu w zamrażalce mam zapasy różnych dań na czarną godzinę 🙂 Mam tam też porcyjki uparowanych warzyw sezonowych na zimę – na zdjęciu poniżej dynia.

 

A co z tym piciem? Butelka, niekapek, bidon?

No właśnie, co pije niemowlak? Odpowiedź na to pytanie jest dla mnie bardzo prosta. Do 6. miesiąca życia tylko mleko, później również wodę. Soki dopiero po pierwszym roku życia, w niewielkiej ilości, w ramach porcji owoców i warzyw, a nie zamiast wody (zgodnie z wytycznymi AAP). Dokładnie tak soki traktuje też moja starsza, 4-letnia córka. Małe buteleczki z soczkami stoją wraz z innymi przysmaczkami (suszone owoce, zdrowe przekąski, owocowe tubki) w jej „przysmaczkowej szufladzie” w kuchni. To, co pijemy na co dzień w nielimitowanej ilości to po prostu woda. 

Wodę pije mama, wodę pije tata, więc wodę też piją dzieci, to jest dla nich naturalne i oczywiste. Przykład musi iść z góry, nie wyrobimy w dziecku nawyku picia wody, gdy sami na co dzień najczęściej sięgamy po soki i napoje.

Skoro już ustaliliśmy, że oprócz mleka Hela pije tylko wodę, to teraz przejdźmy do pytania: z czego? Uważam, że powinniśmy dążyć do tego, żeby dzieci jak najszybciej nauczyły się pić z kubka i z bidonu. W przypadku obu moich córek sprawdziła się taka kolejność:

  1. niekapek z miękkim ustnikiem
  2. niekapek z twardym ustnikiem (bardzo krótko)
  3. bidon
  4. (Tosia) kubek

Tosia w ogóle nie umiała pić z butelki, Helenka umie, ale chciałam ją od początku przyzwyczaić do myśli, że z butelki pije się wyłącznie mleko, a nie wodę. Chwilę zajęło zanim ogarnęła picie z niekapka z miękkim ustnikiem, który potem z ulgą zmieniłam na taki z twardym ustnikiem (mniejsze ryzyko oblania się). W międzyczasie zachęcałam Helę do picia z bidonu, jednak nie było to dla niej takie proste. Sztukę tę opanowała pod koniec 9. miesiąca życia.

Aktualnie w domu mamy… 5 bidonów 🙂 2 dla Helenki i 3 dla Tosi. Hela rozpoczęła swoją przygodę z bidonami od klasycznego modelu Philips Avent, który bardzo dobrze się nam sprawdza. Jest mały, poręczny, ma uchwyty, dzięki którym dziecku wygodnie się go trzyma. Mimo wieeeelu upadków nic mu się nie dzieje – nie pęka, nie przecieka. Wszystkie elementy łatwo się rozkłada i myje. Pojemność 200 ml.

Drugim bidonem Heli jest nowość B.box, który jest bardzo sprytnym wynalazkiem. Dlaczego? W środku do rurki przymocowana jest obciążająca kuleczka, dzięki której dziecko może pić w każdej pozycji, również trzymając bidon do góry nogami. Jest to bardzo przydatna cecha zwłaszcza w przypadku maluchów, ale i starszych dzieci, które nie chcą pić z klasycznych bidonów, bo na przykład wciąż piją z butelki. Bidon B-box mogą przechylać dokładnie tak jak butelkę i pić tak jak są przyzwyczajone. Również mała ilość płynu w bidonie nie jest żadnym problemem, dziecko bez najmniejszego problemu wypije wszystko do ostatniej kropli.

Bidon B-box jest oczywiście wykonany z bezpiecznych materiałów, bez BPA, ftalanów i PCV. Nie przecieka, nawet obrócony do góry nogami i potrząsany nie wypuszcza ani kropelki. Ma sporą pojemność – 240 ml, ale jest bardzo lekki i poręczny. Dostępny w 10 kolorach i aktualnie w Popaopa w dobrej promocji – KLIK.

Zupełnie nie sprawdził się za to u nas rekomendowany do BLW doidy cup. O ile przy Tosi trochę z niego korzystałam, to przy Heli zupełnie go nie potrzebuję. Przede wszystkim wymaga on stałej asekuracji rodzica, żeby dziecko nie wylało wszystkiego na siebie. A gdy już wie co i jak i nie wylewa, to równie dobrze sobie poradzi ze zwykłym kubkiem. Wiecie, że bardzo lubię gadżety, ale doidy cup jest dla mnie zupełnie zbędny.

 

Najlepsze gadżety do BLW

Skoro już jesteśmy przy gadżetach… 🙂 Choć w sumie słowo „gadżety” nie do końca tu pasuje, bo chodzi o rzeczy, które są potrzebne, często wręcz niezbędne. No bo jak rozszerzać dietę dziecka bez chociażby… krzesełka do karmienia? Chciałabym to zobaczyć 😉 Nie trzeba jednak wydawać milionów i kupować dziesiątków produktów, żeby skompletować dobry, funkcjonalny zestaw, który posłuży niejednemu dziecku.

 

Krzesełko do karmienia Ikea Antilop

Podstawą jest oczywiście wspomniane już krzesełko. Helenka używa krzesełka Antilop z Ikea wraz z tacką i poduszką wypełniającą. Krzesełko jest z nami od prawie 4 lat, bo wcześniej korzystała z niego Tosia i świetnie się sprawdzało. Teraz jest podobnie. Antylopka jest tania, lekka, minimalistyczna, nie rzuca się w oczy, zwłaszcza przy naszym biały stole i białych krzesłach. Łatwo się ją składa i przewozi, a także czyści. Jedynym minusem, który widzę to brak podnóżka.

 

Mata pod krzesełko Ikea Kolon

To jest chyba odkrycie roku 😉 Dzięki przezroczystej macie pod krzesełkiem nie stresuję się, gdy kolejne porcje jedzenia lądują na podłodze. Po skończonym posiłku zgarniam resztki, myję matę i jest porządek. Gdy Tosia była malutka krzesełko stało na terakocie, więc nie było problemu z myciem, jednak teraz jest pod nim drewniana podłoga, którą muszę chronić.

 

Talerzyk z podkładką mały EZPZ

Od dawna byłam fanką sylikonowych mat EZPZ (czyt. izipizi). Mają pełno zalet – ściśle przylegają do podłoża, więc minimalizują ryzyko zrzucenia miseczki wraz z zawartością, są wykonane z bezpiecznego sylikonu spożywczego, hipoalergiczne, antybakteryjne, można je myć w zmywarce, lubią się też z piekarnikiem i mikrofalą oraz nie niszczą. Ale klasyczne maty EZPZ mają jedną wadę – nie pasują do tacki krzesełka Ikea Antilop, są za duże. Na szczęście pojawiły się mniejsze wersje mat, które idealnie pasują! Są też tańsze, co zawsze jest oczywiście plusem 🙂 Teraz najtaniej kupicie je w Popaopa (-15%), o tu KLIK.

Baaardzo polecam!

Śliniak sylikonowy Kiokids

I na koniec coś, bez czego nie wyobrażam sobie rozszerzania diety i w ogóle posiłków małego dziecka – śliniak. I to nie byle jaki śliniak, a najlepszy jaki przerabiałam z moimi dziewczynami. A przerobiłam już sporo, wierzcie mi. Śliniaczek Kiokids jest wykonany z mięciutkiego sylikonu, ma praktyczną kieszonkę na resztki i jest śliczny 😉 Poza tym czyści się go 5 sekund i już jest gotowy do kolejnego posiłku, więc nie potrzeba już 10 śliniaków. Ma regulowane zapięcie, więc pasuje na dzieci w różnym wieku.

Co sprawia, że moim zdaniem jest idealny? Przede wszystkim to, że przy niesamowitej miękkości materiału dalej trzyma swój kształt i sprawnie zbiera resztki. A także cena, w Popaopa dostaniecie go aktualnie za 17 zł! O tu – KLIK. W ofercie jest też miętowy dla chłopców, choć aktualnie niedostępny w magazynie – KLIK.

You Might Also Like