MOIM ZDANIEM POLECANE

Przedszkole integracyjne – czy jest się czego bać?

Przedszkole integracyjne – o co tu chodzi? Jakie są jego plusy, a jakie minusy? Czy zdrowe dzieci w takich grupach realizują bez opóźnień program i czy to w ogóle ważne?

Kiedy moja córka jako zdrowe dziecko dostała się do grupy integracyjnej, nie wiedziałam nic. Totalnie nic. To przedszkole było pod koniec listy preferowanych placówek, do których zapisałam Tosię. Nie ze względu na to, że jest integracyjne, ale dlatego, że jest dość małe i myślałam, że dziecko łatwiej dostanie się do większego przedszkola. Pierwszą moją reakcją było: „O fajnie, lepiej żeby chodziła do kameralnej placówki niż do molocha”. Nie widziałam w tej „integracyjności” niczego złego, w sumie to to określenie zupełnie zignorowałam.

Pierwsze zaskoczenie przeżyłam gdy powiedziałam w naszym żłobku, że córka dostała się do przedszkola integracyjnego (jako zdrowe dziecko). Żłobkowa „ciocia” z wieloletnim stażem jakoś tak dziwnie na mnie spojrzała i powiedziała: „No cóż, dobrze, że się przynajmniej dostała…” Zaczęłam się zastanawiać – czy grupy integracyjne są czymś niefajnym? Czy jest się czego bać?

Myślałam, myślałam, myślałam, ale niczego nie mogłam się dopatrzeć – więcej opiekunek, mniej dzieci, nauka empatii i pomocy innym, być może oswojenie z innością… Co może wzbudzać niepokój?

Na zebranie wstępne w przedszkolu poszłam już spokojna. Okazało się, że w Tosi roczniku są trzy grupy – 1 integracyjna i 2 zwykłe. Kiedy okazało się, że w zwykłych grupach są jeszcze wolne miejsca, rodzice innych dzieci zaczęli się prześcigać w przepisywaniu dzieci. Dlaczego? Spośród wymienianych półszeptem argumentów znalazło się to, że dzieci niepełnosprawne mogą nie nadążać za grupą i tym samym obniżać jej poziom (poziom! czujecie ten absurd – przecież chodzi o przedszkolaki!), mogą bić inne dzieci, rozpraszać je, przeszkadzać w zajęciach… Przyznam, że mnie zmroziło. A więc to o to chodzi – wyścig szczurów od najmłodszych lat? Co do przeszkadzania, bicia, Tosia chodziła do żłobka i wiem, że bić i przeszkadzać może dowolne dziecko, nie jest powiedziane, że problemy sprawiać będzie akurat to nie w pełni sprawne. Moim zdaniem dla przedszkolaków ważniejsza jest nauka wzajemnej pomocy i empatii niż hiper skupienie na angielskim raz w tygodniu czy klepanie wierszyków na pamięć.

Nie chcę jednak tutaj zbyt negatywnie oceniać rodziców przepisujących dzieci z grupy integracyjnej, bo myślę, że powodem tego był po prostu strach. Strach przed nieznanym, strach spowodowany niewiedzą. Na spotkaniu nikt nam nie powiedział czym się charakteryzują grupy integracyjne, jak wygląda codzienność przedszkolaków i przed jakimi wyzwaniami stają tam przedszkolne ciocie. Wystarczy 1-2 spanikowani rodzice i już panika i strach rozsiewa się na pozostałe osoby. Przyznam, że sama miałam moment zawahania, jednak stwierdziłam, że trzeba dać szansę takiej grupie, takim dzieciom, że przecież racjonalnie myśląc nie ma się czego bać.

Mam tylko nadzieję, że na tym zebraniu nie było rodziców dzieci niepełnosprawnych z tej grupy. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co mogliby poczuć widząc jak inni rodzice na wyścigi przepisują swoje dzieci do „normalnej” grupy.

 

Czy moja decyzja okaże się słuszna? Myślę, że tak, jednak ostateczną odpowiedź przyniesie po prostu czas.

Izabela Czajka-Szymona, psycholog, autorka bloga Elementarz Mamy zgodziła się odpowiedzieć na kilka pytań, które mnie nurtowały i przybliżyła nam temat przedszkoli integracyjnych okiem specjalisty.

 

1. Czy mogłabyś powiedzieć czym charakteryzują się przedszkola integracyjne?

 

Najkrócej mówiąc, przedszkole integracyjne to takie, do którego mogą uczęszczać wszystkie dzieci, także te z różnego rodzaju niepełnosprawnościami – m.in. intelektualną, ruchową, z autyzmem, niewidome czy niesłyszące. Wiąże się to z odpowiednią organizacją takich placówek – zarówno pod względem architektury, wyposażenia, jak też kadry pedagogicznej i wsparcia specjalistycznego.

2. Czym różnią się grupy integracyjne od ogólnych?

Grupy integracyjne różnią się od ogólnodostępnych przede wszystkim liczebnością (są mniejsze) oraz tym, że pracuje w nich dodatkowy nauczyciel o odpowiednich kwalifikacjach. Są one zorganizowane tak, by każde dziecko – zarówno w pełni sprawne, jak i to z niepełnosprawnością – mogło rozwijać się zgodnie ze swoimi predyspozycjami.

 

3. Czego dzieci pełnosprawne mogą się nauczyć w takich grupach?

Często wymieniając zalety grup integracyjnych podkreśla się to, że uczą one akceptacji inności, troski o słabszych, pomagają przełamać bariery mentalne. Tymczasem dzieci tych barier po prostu nie mają (o ile nie zaszczepili im ich dorośli). Ba, mogą tej „inności” nawet nie dostrzegać. Ania na wózku czy niewidomy Staś są dla nich takimi samymi dziećmi jak Jaś, który płacze za mamą czy piegowata Ada. Każde dziecko ma swoje mocne i słabe strony, każde ma coś co je wyróżnia. Spotykają się w przedszkolu, widują poza nim – zupełnie naturalnie. W grupie integracyjnej dzieci uczą się więc szacunku dla człowieka jako takiego, w naturalny sposób przyswajając sobie to, że jesteśmy różnorodni. Rozwijają zdolności społeczne, które w życiu odgrywają największą rolę. Wierzę też, że nastawione są bardziej na współpracę niż rywalizację.

4. Czy są jakieś minusy tego typu grup? Zauważyłam, że rodzice często obawiają się, że dzieci niepełnosprawne w grupie mogą przeszkadzać w zajęciach edukacyjnych, opóźnić grupę, bić inne dzieci… Czy faktycznie jest się czego obawiać?

Obawy wynikają zwykle z niewiedzy: boimy się tego, czego nie znamy. Dlatego tak ważna jest rzetelna, pełna informacja dla rodziców. Naprawdę trudno jest mi znaleźć jakiekolwiek minusy tego, że zdrowe dzieci chodzą do grupy integracyjnej (w przypadku dzieci z niepełnosprawnością sprawa nie jest już tak oczywista; wszystko zależy od indywidualnej sytuacji). Dzieci realizują zwykły program; przebywają w mniejszej grupie, dzięki czemu łatwiej o indywidualne podejście; często korzystają z dodatkowych, ciekawych i rozwijających zajęć właśnie dlatego, że mają kolegów z niepełnosprawnością; są pod opieką doświadczonych, kompetentnych pedagogów – ja tu widzę same plusy!

Niepełnosprawność nie pociąga za sobą tendencji do przeszkadzania w zajęciach czy agresji, a przede wszystkim nie jest zaraźliwa. Warto pamiętać, że dzieci sprawiające kłopoty zdarzają się w każdej grupie, ale to właśnie w integracyjnej są najlepsze warunki do tego, by sobie z takimi trudnymi sytuacjami poradzić.

 

5. Co możesz powiedzieć na zakończenie rodzicom przedszkolaków, które idą wlaśnie do grup integracyjnych?

Rodzicom wszystkich przedszkolaków – debiutantów życzę spokoju i pozytywnego nastawienia, bo ich emocje udzielają się dzieciom. Maluchom zaś życzę samych radosnych chwil w przedszkolu 🙂

 

Jeszcze raz bardzo dziękuję, Iza! 🙂

Przy okazji chciałam też Wam pokazać świetną książkę wydawnictwa Adamada dla dzieci o niewidomym Kamilku (klik), który chce żyć i żyje jak każde inne dziecko, bez taryfy ulgowej, użalania się i współczucia. Książka jest niezwykle pozytywna i zabawna, spodoba się każdemu przedszkolakowi. Bardzo byłam ciekawa reakcji Tosi, jednak tak jak powiedziała Iza, dla Tosi nie było to w sumie nic szokującego, na zasadzie: ok, Zosia jest niska, Kasia ma kręcone włosy, Kamilek nie widzi. I to jest piękne 🙂

You Might Also Like

  • Chodziłam do integracyjnej klasy w podstawówce i gimnazjum. Jeśli chodzi o poziom, na pewno nie ma czego się bać, mieliśmy co roku najwyższą średnią jako klasa, a zapewniam, że w stosunku do uczniów bez orzeczenia o niepełnosprawności nie było taryfy ulgowej. Zgadzam się też, że czasem to uczniowie teoretycznie bez specjalnych potrzeb sprawiali więcej problemów. Zdecydowanie plusem jest mała grupa i dodatkowy nauczyciel-pedagog. Nie miałabym żadnych obaw przed posłaniem moich dzieci do przedszkola integracyjnego, jeśli miałabym taką możliwość.

  • Gosia Jeremiejczyk

    Chwała Ci za tą wypowiedź o wyścigu szczurów. Rodzice całkiem sie pogubili i zapomnieli czemu służyć ma przedszkole: doskonaleniu samodzielności, rozwojowi społecznemu, i nauce też, ale przez zabawę. Pracuje w przedszkolu i na codzień spotykam się z wymaganiami dotyczącymi tzw. poziomu. Pozwólmy dzieciom być dziećmi.

  • Katarzyna Godyń

    Też słyszałam opinie, że jak przedszkole integracyjne, to unikać…. Zapytałam pewną znawczynię tematu dlaczego tak sądzi. I usłyszałam….., „a bo tam są dzieci dziwne, bo plują, szarpią, biją….” Jak usłyszałam tą „dojrzałą” odpowiedź, to już o nic więcej nie pytałam… Tak jakby „normalne” dzieci nie pluły, szarpały czy biły czasami… Kompletnie nie rozumiem jak dorosły człowiek, który przecież wiele w życiu już widział, może tak niesprawiedliwie oceniać inność dzieci… Cóż, daleka jestem od ocenienia innych, ale wybaczcie, na głupotę ludzką nie ma lekarstwa…..

  • Moja córka chodziła do przedszkola integracyjnego. Mieliśmy dwoje dzieci, które wymagały większej troski i specjalnej opieki. Moja Marta uwielbiała ich oboje. Oni ją też. Uwielbiała też „pomagać” paniom w opiece nad nimi. To było przepiękne doświadczenie dla niej. Do dzisiaj, a ma osiem lat, wspomina to cudownie. Ja widzę, że nauczyła się przede wszystkim tego, że inność, jaka by nie była, nie jest czymś złym. Pamiętam, jak kiedyś jeszcze w przedszkolu, rozmawiałyśmy sobie właśnie o tej inności, kiedy Marta zaprzeczyła pani, że dwóch panów nie może się całować. Powiedziała wtedy coś takiego, że przecież dla wszystkich, którzy mają inaczej niż my, my też jesteśmy inni, więc w sumie wszyscy jesteśmy tacy sami. Tłumaczyła to sobie na swój własny sposób. To oczywista korzyść dla dzieci zdrowych, ale też ogromna lekcja i bardzo wartościowa dla rodziców tych dzieci. I chyba bardzo potrzebna, szczególnie dla rodziców.