HIGH-NEED BABY MOIM ZDANIEM

Noś, niech się przyzwyczai!

Na 100% słyszałyście dobrą radę „Nie noś, bo się przyzwyczai” i na 90% ją olałyście. Brawo!

Konsekwencje oczywiście ponosicie do dziś. Dziecko chce być ciągle na rękach, ciągle u mamusi, wciąż przytulone i spragnione dotyku. Spacery tylko w chuście/nosidle lub na rękach. Ciekawi Was co by mogło być, gdybyście „dobrej rady” posłuchały?

Ja niestety posłuchałam tej rady. Nie nosiłam. Tosia nigdy nie usypiała na rękach ani w chuście, spała albo przy piersi, albo bujana w wózku. Gdy gondola poszła w odstawkę, zaczęły się kombinacje alpejskie. Musieliśmy ją huśtać w foteliku samochodowym lub w leżaczku-bujaczku. Wierzcie mi, dźwigając kilkukilogramowych fotelik lub leżaczek ze słodkim ciężarem w środku, MARZYŁAM o ululaniu dziecka na rękach. Kręgosłup zaczął mi odmawiać posłuszeństwa, a na rękach (uzbrojonych de facto w rękawiczki rowerowe) porobiły się odciski. Gdy już dziecko padło, trzeba było ją jeszcze wziąć na ręce i odłożyć do łóżeczka. Wyobrażacie sobie nasze miny, gdy Tosia się wybudzała i całą operację trzeba było zaczynać od nowa? Jak cudownie byłoby spokojnie utulić maluszka na rękach i przełożyć do łóżeczka…

Teraz Tosia ma prawie 14 miesięcy i na szczęście problem z usypianiem odszedł na dalszy plan (teraz wygląda ono tak: Usypianie Tosi. KLIK), nie znaczy to jednak, że konsekwencji nienoszenia już nie odczuwamy. Oj, nie. Jak każde małe dziecko, Tosia oczywiście potrzebuje być blisko rodziców, potrzebuje dotyku, przytulania, tulenia. Najczęściej po milisekundzie od tego, jak wstanę od zabawy z nią, znajduje się przy moich nogach i wyciąga rączki do góry, chce żebym ją podniosła. Jednak szybko się denerwuje na rękach, po chwili się wyrywa, chce na podłogę. Brzmi nieźle? No cóż, Chyba jeszcze nie wspomniałam, że na tej podłodze muszę być wraz z nią, koniecznie na tym samym metrze kwadratowym. Odpada więc mieszanie w garnku z dzieckiem na ręku, odpada zamotanie w chustę i posprzątanie mieszkania. Na spacerach do niedawna nie wysiedziała w wózku 10 minut, w nosidle 5, a na rękach 2 minut. (Ten wpis naprawdę nie jest po to, żeby narzekać, chcę Wam tylko pokazać drugą stronę medalu zwanego „Nienoszenie”. Prawdziwe narzekanie, jak chcecie, możecie znaleźć w poście sprzed kilku miesięcy o naszej wyprawie do ZOO. KLIK) Teraz, prawie 14-miesięczna Tosia zaczyna akceptować dłuższe siedzenie w wózku. Hurra!

Kolejną konsekwencją nienoszenia była niechęć do kontaktu fizycznego. Tosia tak naprawdę dopiero niedawno zaczęła przytulać pluszaki i nas. Myślę, że podpatrzyła to u dzieci w żłobku. Wcześniej wydaje mi się, że nie czuła w ogóle takiej potrzeby. Patrzyła na mnie zdziwiona, gdy tuliłam  jej pluszaki i zachęcałam: „Tosiu, przytul Tygryska”. Nie wiedziała o co kaman, po co, dlaczego. Do nas też zaczęła się dopiero niedawno przytulać. Na rękach i w nosidle do tej pory po kilku minutach zaczyna się odpychać, wyginać.

Noszenie niemowlaków jest bardzo potrzebne i naprawdę nie dajcie sobie wmówić, że będzie Wam łatwiej, gdy nie będziecie nosić. Będzie trudniej.

Jeszcze żeby wyjaśnić ewentualne nieporozumienie, Tosia od pierwszych dni życia była bardzo dużo przytulana, tylko że nie na rękach, a w łóżku, na kocyku, na macie. Wiekszość doby spędzała wtulona we mnie przy piersi. Jestem pewna, że zapewniliśmy jej maksimum bliskości, ciepła i miłości. Tylko, i aż, jej nie nosiliśmy.

You Might Also Like

  • Z tym szukaniem analogii z nienoszeniem do awersji do przytulania misiów to byłabym ostrożna. Nasz Pierworodny był noszony umiarkowanie, a do misiów zaczął się przytulać do pluszaki w wieku ok. 2 lat. Wydaje mi się że to kwestia rozwojowa.

    • Carla

      Tak samo nie chciał się przytulać do Was, nie robił tego spontanicznie? Wyrywał się i odpychał, gdy próbowaliście go przytulić? Miśki to tylko jeden element składowy szerszej sytuacji. Wiem, że przytulanie pluszaków bądź nie samo w sobie o niczym by nie świadczyło.

  • czyli jednak…wszystko ma plusy i minusy….moje obie córki są „naręczne” usypiały na rękach, same tego potrzebowały w pewnym momencie, bo początki starszej były dobre, potem chyba po prostu miała potrzebę.

  • Fajny ten tekst. Ważny dla mnie. Wkurza mnie słuchanie tego całego „nie przyzwyczajaj”. Widzę, co się dzieje, odkąd 3 tyg. temu moja siostra urodziła synka, wszyscy nie dają jej spokoju. A ja rodzę za niecały miesiąc (terminowo), więc wiem, że cała śpiewka zacznie się od początku.. makabra.

    • Carla

      Bądź twarda! 🙂 I noś, noś, noś 😉

  • Ja się tylko zastanawiam co Wami kierowało, że woleliście bujać dziecko w foteliku zamiast wziąć na ręce i utulić? 🙂

    • Tego noszenia i tulenia właśnie Tosia nie chciała, tak wynika z tekstu, więc jakoś musieli kombinować 🙂

      • Ok, inaczej to zrozumiałam, ale już wszystko jasne 😉

    • Carla

      Dokładnie tak jak napisała Freelance Mama. Tosia na rękach krzyczała i płakała, za nic się nie dała utulić. Myślę, że gdybyśmy od początku ją nosili na rękach zamiast bujać w wózku, to sytuacja wyglądałaby inaczej.

  • Dzięki za przedstawienie tej drugiej strony medalu, nie patrzyłam na to nigdy z tej strony. Nie zazdroszczę takich efektów nie noszenia i cieszę się, że ja noszę. Wbrew tym wszystkim złotym radom, które słyszę dosyć często 😉

    • Carla

      No i super! Ja drugie też będę nosiła 🙂

  • Lelalauri

    Zawsze mnie to smieszylo nie nos bo przyzwyczaisz ! Halo maluch juz jest przyzwyczajony , po 9 mies. w brzuchu nie moze byc inaczej !
    Zapraszam mamusie do mnie
    http://www.lelalauri@blogspot.com

  • Notorycznie słyszę, że mam Małej Zet nie nosić. A nie daj Boże jak się poskarżę, że nie mogę nic zrobić bo Mała chce być cały czas przytulona do mnie. Wiesz co słyszę: „Bo ją tak nauczyłaś, to teraz masz!”. Ręce mi opadają na te komentarze… Nie nauczyłam jej tego, ona od początku tego potrzebowała co komunikowała głośnym płaczem, który ustawał dopiero po wzięciu na ręce. I tu pojawia się kolejny hit: „Trzeba było jej dać się wypłakać!” …

  • Zawsze są dwie strony medalu, wady i zalety po obu stronach.
    Sama nie wiem czy dużo nosiliśmy Antka, na pewno przed zasypianiem kołysaliśmy przez chwilę w ramionach i później odkładaliśmy do łóżeczka i dalej nuciliśmy. Babcia i prababcia nadrabiały w noszeniu 🙂

  • AniaKicia87

    Hooo w końcu temat o mnie 😀 Ja matka wielbłąd tachająca – 9 miesięczniaka 😉 Bartuś noszony od samego początku, lulany do snu tylko i wyłącznie na rękach. Czy to dobrze…Sama mam mieszane uczucia, kiedy po raz setny budzi się w nocy a ja muszę „dobujać” do na ręku i sposobem odłożyć (co jest chyba trudniejsze od samego usypiania) do łóżeczka tak aby nie dostał oczu jak 5 zł kiedy pupcia dotknie materaca. Synek do 4 miesiąca miał kolki, nosiliśmy cały dzień i całą noc….Kolki odeszły bujanie i noszenie zostało…. Od wszystkich słyszę, nauczyłaś to masz – tachaj kloca…Co będziesz go bujać do snu jak 2 lata będzie miał… Plecy odmawiają posłuszeństwa, nadgarstki bolą przy każdym ruchu dłonią…ale noszę i wiem, że bujać do snu będę nadal…Chyba do 18stki z tego wyrośnie 😉