HIGH-NEED BABY MOIM ZDANIEM POLECANE

Nie mów mi, że będzie ciężej (bo i tak Ci nie uwierzę!)

Nikt tak nie potrafi dowalić matce jak druga matka. Kiedy jesteś zdołowana, zalana łzami i przygnieciona bezradnością, wiedz, że zawsze zjawi się jakaś „zatroskana” mamuśka i powie Ci zawsze to samo, magiczne zdanie „Nie przesadzaj. Potem będzie ciężej”.

Kiedy potem? Jak dziecko skończy 3 miesiące, pół roku, 2 lata, czy 4. Jak zacznie ząbkować, raczkować, chodzić, buntować się i rzucać na podłogę w supermarkecie. Jak nie będzie chciało się uczyć i zwieje z lekcji. Kiedy jest ten najtrudniejszy okres? Zawsze przed Tobą, a tuż za Twoją rozmówczynią. Może się też zdarzyć, że Ona właśnie ten NAJ NAJ najtrudniejszy okres ze swoim dzieckiem przechodzi, więc co Ty tam możesz wiedzieć, potem to dopiero będzie się działo!

Teraz to jest pikuś, daj spokój, wyolbrzymiasz.

Pierwsze 4 miesiące życia mojego dziecka były zarazem najtrudniejszym okresem w moim życiu. Teoretycznie wszystko było ok – dziecko zdrowe, ja szybko doszłam do siebie po porodzie, miałam duże wsparcie rodziny. A jednak wszystko było nie tak. Tosia płakała całymi dniami, a ja wraz z nią. Z bezsilności, strachu, niemocy, zmęczenia. Pewnie hormony też się do tego przyczyniły. Moje dziecko miało cechy klasycznego high-need baby, a ja ten termin poznałam stanowczo za późno. Zdążyłam już zwątpić we własne siły, w swoją intuicję, w to, czy ja się w ogóle na matkę nadaję. Wokół mnie były same „grzeczne” niemowlaki, które uspokajały się w 5 minut, potrafiły przez kwadrans leżeć spokojnie i kontemplować świat ze smoczkiem w buzi, godzinami przytulać się w chustach do swoich mam. O takim macierzyństwie czytałam w poradnikach. Jasne, znałam też opowieści o kolkach, ząbkowaniu i nieprzespanych nocach, ale po pierwsze, takie „atrakcje” pojawiały się się i mijały, a po drugie na każdego marudera był jakiś sposób (bujanie na rękach, jazda samochodem, szumy, spacer, cokolwiek). W naszym domu płacze co najwyżej zmieniały się we wrzaski i krzyki, a magicznego sposobu nie znalazłam. Choć próbowałam, oj próbowałam…

Zresztą to jest cecha charakterystyczna high-need baby, dziecka o wyjątkowych, dużych potrzebach. Taki maluszek jest niespokojny, trudno się wycisza, krótko śpi i często płacze. Powodów może być setka, a każdy równie dobry, przeszkadzać może mu dosłownie wszystko, jest po prostu nadwrażliwy. Jak możemy mu pomóc? Musimy je dużo przytulać, nosić, karmić piersią, mówić do niego czule, po prostu przy nim być. Przetrwać. I to bez depresji (jak to zrobiłam przeczytasz tutaj).

Ale wcale nie trzeba mieć w domu high-need baby, żeby znaleźć się w emocjonalnym dołku.

Poczucie bezsilności, przerażenia i brak wiary we własne siły może spotkać każdą matkę w dowolnym momencie życia jej dziecka. Nauka chodzenia, intensywne ząbkowanie, słynny bunt 2-latka, bunt 4-latka, i tak dalej, i tak dalej… Każdy etap może być wyczerpujący emocjonalnie i nikt nie może oceniać, że najtrudniejsze chwile jeszcze przed nami, że przesadzamy, że wcale nie jest aż tak źle. Z jednej strony dzieci są różne, z drugiej nasza odporność psychiczna też nie jest zawsze na tym samym poziomie.

Gdy Tosia była maleńka i mówiłam jak mi ciężko, zewsząd słyszałam opinie, że przesadzam, że zobaczę jak to będzie, gdy zacznie raczkować / chodzić / biegać / ząbkować / mieć własne zdanie. Wszędzie widziałam pobłażliwe uśmiechy. To mnie tylko bardziej dołowało, i choć słusznie przeczuwałam, że osoby te nie mają racji, to jednak strach długo mnie nie opuszczał.

Moja córka ma prawie 2 lata i z każdym miesiącem, z każdym jej postępem jest tylko lepiej, łatwiej, przyjemniej. Oczywiście zdarzają się trudne chwile, poniedziałki, kiedy z ulgą i wielkim uśmiechem na ustach wracam do pracy, czy wieczory, w czasie których radością napawają mnie kolejne ziewnięcia córki, zwiastujące bliski koniec ciężkiego dnia. To wszystko ma jednak zupełnie inny kontekst i nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.

Nie rozumiem dlaczego matki tak bardzo lubią straszyć inne mamy i przekładać swoje doświadczenia na macierzyństwo innej kobiety. Dlaczego tak łatwo deprecjonują słowa i przeżycia innych? Ja na pewno nikomu nie powiem: „Słuchaj, pierwsze 4 miesiące to hardcore, potem będzie tylko lepiej” i nie mam ochoty wysłuchiwać co chwilę „Zobaczysz, jak będzie miała/umiała… [dowolna fraza] to dopiero będzie ciężko!” Każde dziecko jest wyjątkowe, każda mama inna i takie gadanie jest po prostu kompletnie bez sensu. A w dodatku wkurza jak cholera.

Masz podobne doświadczenia? Podziel się w komentarzu!


A żeby nic Ci nie umknęło, polub nas na Facebooku, obserwuj na Instagramie, podglądaj na Snapie (mamacarla.pl).

zdjęcie: pixaby.com

You Might Also Like

  • ludzie w ogóle lubią straszyć przyszłością. że w liceum będzie trudniej, że matura to dopiero stres, że egzaminy na studiach to hardcore w porównaniu do matury, że jak pójdziesz do pracy to poznasz prawdziwe życie, że jak zamieszkasz z facetem to się dopiero zacznie, że poczekaj co będzie po ślubie itp. itd. a u mnie zamiast być coraz gorzej i coraz trudniej to im dalej tym lepiej 😉

    • Tak, nic tylko czekać na armagedony!

  • Agnieszka

    I znów wpis wprost z mojej głowy, z mojego życia. 🙂 „wszędzie widziałam pobłażliwe uśmiechy” dokładnie tak. Choć moja córeczka ma dopiero 4 miesiące i teoretycznie ‚najgorsze’ przede mną to tylko ja wiem ile z moim hajnidkiem przeszłyśmy. A ile się nasluchalysmy.. Teraz wiem że najważniejsze to się wyciszyć i cieszyć małymi chwilami spokoju i promiennymi uśmiechami (pomiędzy godzinami płaczu). Bo z każdym dniem JEST lepiej. A uprzejme mamusie i ciocie z cudownymi, bezproblemowymi dziećmi omijam szerokim łukiem!
    Świetny wpis Carla, pozdrawiam 🙂

    • Dzięki, bardzo się cieszę! 🙂 Małe chwile, małe sukcesy, małe radości – dla tego warto żyć 🙂 Z każdym miesiącem będzie duuuuużo lepiej!

  • Z jednej strony im się nie dziwię, bo małe dziecko mały problem, duże dziecko duży problem 😉
    Jednak wydaje mi się, że często w chwilach, gdy przychodzi do nas rozżalona mama, zapominamy o czymś takim jak empatia. Smutne to, bo każda z nas miała (jedna więcej, druga mniej) ciężkie chwile, że macierzyństwo nas po prostu przerastało, a i tak zamiast powiedzieć proste „rozumiem Cię…” łatwiej powiedzieć „poczekaj, zacznie ząbkować/ raczkować/ chodzić etc. to dopiero zobaczysz, teraz to high life!'” …

  • Sylwia

    Oj dużo mogłabym pisać. Ja mam high-need baby, do tego doszła kolka w pierwszych 4-ech miesiacach… Nienawidzę określenia ‚male dziecko mały kłopot…’ wszyscy mi mówili że przy dziecku to ci leci czas…A mój czas się zatrzymał w miejscu, on ciągle czegoś potrzebował, a ja walczyłam, stawałam na głowie i słuchałam płaczu i płakałam z nim. Rekord to 13 h prawie bez przerwy. Nikt mi nie wmówi że kiedyś będzie gorzej, bo nie ma takiej ludzkiej siły, żeby mogło być gorzej. Z dnia na dzień jest lepiej. Najgorsze mam za sobą i nie boję się kolejnych dzieci, które mamy w planie, bo nie może być gorzej, no chyba że byłoby chore, ale to inny temat, inne doświadczenia…

    • Zgadzam się z każdym Twoim słowem i doskonale rozumiem.

  • Agent Z

    Czesc

  • Ja od pewnej doświadczonej mamy usłyszałam kiedyś naprawdę dobrą radę – wszystko mija, to dobre i kochane dziecko zamienia się w małego diabła, a potem znowu jest najcudowniejszym aniołkiem. Kolki mijają, ząbkowanie też, potem jest przez chwilę naprawdę dobrze, a potem znowu z czymś walczysz.
    Te słowa dodają mi otuchy, gdy już naprawdę nie mogę wytrzymać z moją córeczką. Trzeba wytrzymać, bo to na pewno minie i będzie lepiej

  • Mama W.

    Dopiero trafiłam na ten post, chociaż bloga podczytywałam już w pierwszych tygodniach ciąży. Wówczas z wypiekami na twarzy wyobrażałam sobie jakie to może być moje dziecię. Teraz przypomniałam sobie, że gdzieś już słyszałam o high need baby… nasze minione trzy miesiące z synkiem są pasmem dobrych i złych chwil. Jest bardzo kontaktowy i „gadatliwy” – co trwa krótko, później same krzyki i histeria… przechodzi tylko z rąk moich, do taty, babci, cioci… na początku sama przeżyłam dość mocne przygnębienie poporodowe, dzięki bliskim udało mi się nie wpaść w depresję… teraz paraliżuje mnie nieustannie myśl: MOŻE JEST CHORY? Dziękuję za ten wpis na blogu…

    • Oczywiście warto malucha przebadać i obserwować pod kątem zaburzeń integracji sensorycznej, przede wszystkim jednak po to, aby się upewnić, że wszystko jest ok 🙂 Wrażliwość – to jest moim zdaniem słowo klucz i tę cechę właśnie uwielbiam w mojej dwulatce. Dużo, dużo sił życzę! To minie.

      • Mama W.

        Dziękuję za odpowiedź :). Jakiego specjalistę polecałabyś dla trzymiesięcznego maluszka pod kątem sprawdzenia ewentualnych zaburzeń? Przy okazji wizyty u fizjoterapeuty dziecięcego nauczyliśmy się jak oswajać bąbla z własnym ciałkiem, jak uspokajać rączki i nóżki, jak nosić i przytulać. Bardzo pomocne! Zgadzam się – wrażliwość to piękna cecha, trzeba ją pielęgnować :). Pozdrawiam.

  • Pingback: 5 rzeczy, których nie nauczyło mnie macierzyństwo. A powinno! - MamaCarla.pl()

  • Mamcia L

    Mam takie same odczucia i nawet bym nie pomyslala, ze ktos tez tak ma! Mnie najbardziej dobija jak mowi mi to moj chlopak. Cisnienie podnosi mi sie prawie tak samo jak w momencie gdy wroci z pracy mowi, ze idzie sie zdrzemnac na godzinke lub dwie podczas gdy ja od 2,5 mca nie przespalam normalnie nocy :/

    • Jest nas więcej 😉 Będzie tylko łatwiej, zobaczysz. „Siedzenie” w domu z dzieckiem to też praca i to bardzo wymagająca, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie, też nam się należy odpoczynek…

  • Pingback: High-need baby - macierzyństwo w wersji hard - MamaCarla.pl()

  • Monika

    Mam szczęście, moja córeczka jest bardzo łagodnym i pogodnym dzieckiem. Kiedy o tym mówię, że mam świetne dziecko i jestem szczęśliwa to również słyszę „małe dziecko mały problem…” już mi zwiastują, że na bank będzie źle i już powinnam się tym na zapas zamartwiać. Nie rozumiem tego klimatu „dokopywania”. Ja nie wiem z czym się mierzycie, mogę sobie tylko wyobrazić na podstawie tych gorszych dni u mojej Marysi. Podziwiam Was dziewczyny, trzymajcie się i słuchajcie tylko tych rad, które dodają wam siły i poprawiają humor. Wierzę, że właśnie będzie lepiej z każdym dniem.