MOIM ZDANIEM POLECANE

Nie mów tego mojemu dziecku! TOP 15

Są takie zdania, których nie cierpię. Gdy tylko je słyszę, robi mi się gorąco, krew zaczyna szybciej krążyć, a dłonie same się zaciskają. Niedawno przedstawiłam Wam moją listę „hitów” wypowiadanych do matek, teraz czas na zdania kierowane do naszych dzieci.

Niektóre z nich na początku mojego macierzyństwa sama powtarzałam, jednak szybko zorientowałam się, że takie stwierdzenia tylko szkodzą. Zarówno dzieciom, jak i rodzicom.

Główną zasadą mojego macierzyństwa jest szczerość. Uważam, że bycie w 100% uczciwym wobec dziecka, choć czasem trudne, procentuje i buduje zaufanie. Dzięki temu pogłębiamy i umacniamy naszą relację, uczymy prawdomówności i wiary w ludzi. Jeśli nie chcę dać czegoś córce, to szczerze wyjaśniam dlaczego, nie kłamię, nie oszukuję. Jeśli ostrzegam ją, to używam tylko takich „gróźb”, które jestem w stanie spełnić, nie rzucam słów na wiatr. Czasem to trudne, ale efekty są tego warte.

No dobrze, zaczynamy, założę się, że takie stwierdzenia padają również wobec Waszych dzieci. Na pewno nie wszystkie z nich są w równym stopniu szkodliwe, jednak warto się zastanowić, czy można to samo przekazać w inny, lepszy sposób.

1. Zjedz, bo ja Ci zjem!

Serio? Zabierzesz coś mojemu dziecku z talerza? Tosia słysząc takie zdanie chętnie częstuje swoim posiłkiem. Ku mojej uciesze 🙂

2. Nie rób tego, bo będzie mi przykro

Obciążanie dziecka emocjami dorosłej osoby, aby osiągnąć swój cel (zjedzona zupa, posprzątane zabawki) jest po prostu nie fair. Mały człowiek ma aż nadto własnych, często sprzecznych i gwałtownych uczuć, po co mu jeszcze dokładać zmartwień? Nie zgadzam się na szantaż emocjonalny, na granie na emocjach dziecka. Czym innym jest oczywiście nazywanie swoich prawdziwych uczuć, dzięki temu kształtujemy empatię, a dzięki szczerości wzmacniamy zaufanie. Myślę, że warto tutaj jednak powstrzymać się od tak jednoznacznych stwierdzeń, jak „Jest mi smutno, bo stłukłeś mój ulubiony wazon” – wskazywanie winnego automatycznie generuje potrzebę obrony, zaprzeczenia, a nawet złość. Powiedziałabym raczej „Jest mi smutno, że mój ulubiony wazon jest zniszczony” – dziecko wtedy koncentruje się na naszych uczuciach, a nie na sobie jako sprawcy. Starszy maluch i tak załapie, że to on ten wazon stłukł, ale będzie starał się nas pocieszyć, a nie siebie obronić.

3. Pobaw się lalą, bo lala płacze

Podobna rzecz. Czy celem jest wywołanie wyrzutów sumienia w dziecku, bo nie ma akurat ochoty na zabawę tą jedną konkretną zabawką? Nie ogarniam.

4. Nie rzucaj tym, bo Ci zabiorę

Jeśli faktycznie zabierzesz to ok, ale jeśli tylko tak gadasz, to nie ma to kompletnie sensu. Zauważyłam, że jest to ulubione powiedzenie obcych ludzi na ulicy, które próbują „pomóc” rodzicom w okiełznaniu ich małych dzieci. Na takie ostrzeżenia kierowane do Tosi odpowiadam niezmiennie „Nie Tosiu, pani Ci niczego nie zabierze.” Koniec i kropka.

5. …bo przyjdzie Pan i Cię zabierze

Co do cholery?! Niby kto miałby przyjść? Kogo zabrać? Moje dziecko? Nie zgadzam się na takie straszenie, kłamanie i budowanie nieufności do świata i ludzi. Spotkałam się już ze straszeniem dzieci panią pielęgniarką („bo przyjdzie pani i zrobi Ci „kuj-kuj”), babą Jagą, tajemniczym „panem”, który „zabierze” i policjantem, który wsadzi do więzienia…. Głupota ludzka nie zna granic.

6. Nie rób tak, bo się pobrudzisz

Jak się pobrudzi, to się umyje, a ubranka przecież można wyprać. Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci!

7. Nie baw się jedzeniem

Dlaczego nie? Jedzenie jest takie ciekawe! Ma przeróżne kolory, strukturę, przybiera rozmaite formy. Małe dziecko, zwłaszcza niemowlak, rozpoczynający przygodę z pożywieniem innym niż mleko, jest bardzo zainteresowane każdym ziarenkiem ryżu i kawałkiem marchewki. Przesuwa na talerzu, dotyka, ściska, rzuca na podłogę. To wszystko jest normalne, a stwierdzenia w stylu „Nie baw się jedzeniem” prowadzą prostą drogą do wychowania niejadka. Inną sprawą jest oczywiście 6-latek rzucający dla zabawy ziemniakami po całej kuchni 😉

8. To nie jest zabawa dla dziewczynek / chłopców.

Chłopcy nie powinni się bawić lalkami, a dziewczynki samochodami? A niby dlaczego? O ile w stosunku do dziewczynek ten mit jest coraz mniej popularny, to nadal rzadko się spotyka chłopców z lalkami. Uważam, że to błąd, opieka nad lalką pomaga kształtować w dziecku empatię, czułość i pozytywne nawyki (np. poprzez powtarzanie wieczornych czynności, takich jak mycie ząbków lalki, przebieranie w piżamkę i kładzenie spać).

9. Nic się nie stało.

Często wypowiadamy to odruchowo, próbując uspokoić płaczące dziecko. Warto jednak chwilę się zastanowić – skoro maluch się zdenerwował, przestraszył, czy uderzył to COŚ się przecież stało. Negując jego uczucia robimy mu zamęt w głowie, powodujemy nieufność do własnych emocji, niezrozumienie i złość. Zawsze staram się nazywać emocje, które dziecko właśnie przeżywa („Przestraszyłaś się, boli Cię, zdenerwowałaś się, smutno Ci, itd.) i polecam to każdemu, bo to naprawdę działa. Dzięki takiemu podejściu dziecko oswaja się z własnymi emocjami, akceptuje je i, w konsekwencji, szybciej uspokaja.

10. Nie płacz, jesteś już duża/y

A Ty nie płaczesz? Co ma wiek do płaczu? Każdy ma prawo wyrażać swoje emocje w taki sposób, wszak łzy oczyszczają. Podobnie jest ze stwierdzeniem „Nie płacz, jesteś chłopcem” – no kurcze, chyba już jako społeczeństwo wyrośliśmy z mitu macho, prawda?

11. Bądź grzeczna/y

Grzeczna, czyli jaka – posłuszna? Nie mająca własnego zdania? Ślepo idąca za tłumem? Bez własnej inicjatywy, wyobraźni i odwagi, by spełniać swoje marzenia? Wychowujemy grzeczne dziewczynki i grzecznych chłopców, a potem się dziwimy, że tak łatwo dostosowują się do grupy rówieśników i powielają ich negatywne zachowania. Nie zabijajmy w dzieciach asertywności, to bardzo cenna cecha!

12. Spójrz na Zosię/Stasia… a Ty….!

Spójrz na niego, jest taki spokojny/grzecznie siedzi w wózku/pomaga mamusi/ładnie je zupkę, A TY? Jednym słowem: Porównywanie. Nie rób tego, przecież takie gadanie to zmora naszego dzieciństwa. Każdy tego nienawidził, a większość powiela ten błąd.

13. Nie masz powodu do płaczu

Przyznaję, że to zdanie często wypowiadałam, gdy Tosia była malutka. Przełykając kolejne łzy, walcząc z bezradnością, przekonywałam córkę, że przecież wszystko jest ok – jest zdrowa, przewinięta, najedzona i nie ma powodu do płaczu. Zawsze jednak jakiś powód jest, i nawet jeśli nie potrafimy pomóc maluszkowi, to przynajmniej uszanujmy jego usilne próby skomunikowania się z nami, bo tym właśnie jest płacz.

14. Daj, pomogę Ci

Brzmi niewinnie? Jednak wyręczając dziecko, ciągle mu pomagając, przekazujesz mu komunikat: „Nie dasz rady. ja to zrobię szybciej, lepiej”. To już brzmi gorzej, prawda?

15. Daj mi spokój

Jasne, „daj mi spokój, idź się sam pobawić, nie mam czasu”. Pół biedy, jeśli zdanie to pada z ust osoby, która widzi nasze dziecko raz na pół roku, gorzej, jeśli takie słowa maluch słyszy często od najbliższych. Policz w myślach do 10, oszacuj, ile czasu Ci zostało do drzemki dziecka, wypij mocną kawę. I do dzieła! Baw się, ciesz się tym czasem, dziecko tak szybko rośnie, że nim się obejrzysz, będziesz rywalizować o jego czas z kolegami ze szkoły.

 

Teraz Wasza kolej – które zdania, kierowane do Waszych dzieci najbardziej Was denerwują? Jak sobie z tym radzicie?


Podobał Cie się tekst? Daj mi o tym znać – zostaw komentarz albo udostępnij post. Polub nas na Facebooku – KLIK 🙂

You Might Also Like

  • Monia D

    Limonka jak już zostanie mamą, na pewno nie będzie wyręczać 🙂 Pozdrawiam

  • A to się wydają w dużej mierze takie nieszkodliwe rzeczy… Do czasu, kiedy zobaczymy ich konsekwencje. Bycie rodzicem jest takie trudne…

    • Oj tak, każdego dnia się uczymy nowych rzeczy…

  • Agent Z

    swietny tekst! To wlasnie z takich niewinnych powiedzonek rodza sie pozniej kaleki emocjonalne.
    Carla, well done 🙂

    • Dziękuję 😀 Ludziom się właśnie tak wydaje, że to takie niewinne, takie normalne, ale dziecko nie ma tego filtra, który pomaga nam nie słyszeć głupot i chłonie wszystko jak gąbka.

  • teżMama

    Jacy wszyscy ciągle czymś zirytowani – takie nieprzyjazne społeczeństwo się nam robi, szkoda. Już ostatnio każdy na każdego – jakiś nowy trend w publicystyce. Matki na resztę świata, co się wtrąca, reszta świata na „wózkowe roszczeniowe”, ci z psami na tych bez psów i odwrotnie… Co chwila taki artykuł albo wpis -może teraz coś pozytywnego? Myślę, że warto zwracać uwagę na intencje, a nie tylko na to, co kto mówi do MOJEGO DZIECKA? W końcu z drugiej strony narzekamy na znieczulicę i obojętność.

    • Stay tuned, pozytywnie już niebawem! 🙂

  • Kilka z nich niestety zdarza mi sie wypowiedzieć, ale jest kilka takich których szczerze nienawidzę i gdy ktos wypowie je do ojej córki to chyba głowe odgryzę 🙂

    • Nikt nie jest idealny, ale rodzicom wolno więcej 🙂

  • Aka

    A czy to dziecko nie jest za lekko/ za grubo ubrane i dotykanie go celem spr czy mu zimno/ ciepło?!!!! Wtf? Czy oby mu wygodnie w tym nosidle?

    • Dotykanie rączek dziecka przez przypadkowe starsze panie na ulicy (zwłaszcza gdy wiesz, że te rączki zaraz powędrują do buzi)…. wrrr!

  • Ewa

    „Taki duzy a jeszcze cyca ciaga” wypowiedziane przez babcie do 7-miesiecznego dziecka! A co mialam mu w tym wieku schabowego usmazyc? 😀 na razie wiecej nie slyszalam, jeszcze synek chyba za maly (niecaly rok), ale czekam z niecierpliwością! Niech no tylko ktos spróbuje 😉

    • Hahah, ja też słyszałam takie komentarze 😉

  • petyniaq

    A dlaczego niby dzieciom nie mówić, co inni czują wobec tego jak się zachowują? Szczególnie tym starszym? Potem dziecko nie zdaje sobie sprawy, że powiedzenie komuś przykrej rzeczy, sprawia innym ból. Warto uwrażliwiać dzieci na emocje innych, także dorosłych.
    Żeby było jasne, uwarazliwianie dwulatka jest bez sensu, bo ono dopiero będzie odkrywać świat emocji. Co innego sześciolatki. Myślę, że warto zachować zdrowy rozsądek.

    • Uwrażliwiać, opowiadać o swoich uczuciach – jak najbardziej. Grać na emocjach dziecka, wykorzystywać je, aby osiągnąć swój cel – to jest nie fair.

  • 5,8, ale najbardziej denerwuje mnie 12. Tosi nikt nigdy nie porównywał dając jej do zrozumienia, że jest od kogoś gorsza, ale często słyszałam porównanie jej i kuzynki: „Zobacz, Tosia tak ładnie je, a ty co?!” Zawsze interweniowałam i pytałam, czy chcą, żeby kuzynka nie znosiła Tosi, bo całe dzieciństwo była z nią porównywana.

  • Wiola Grabowska-Gromek

    Zgadzam się, oprócz punktu o jedzeniu. Rozumiem niemowlę poznające świat, ale patrząc na moją trójkę jako mama i pedagog to stwierdzam, że dwulatek nie ma już takiej potrzeby, a jeśli nauczymy małe dziecko szanować jedzenie, to nie będziemy mieć problemu z sześciolatkiem.

  • Monika Raus

    Zdecydowanie stwierdzenie, że jak nie będziesz grzeczna/ny to Cię mama odda panu/ pani, kwituję to jednym zdaniem: mama nie odda jak pani chce to niech sobie dziecko zrobi 😉

    • Oddać to sobie można bluzkę, ale nie dziecko! Masakra, czego to ludzie nie wymyślą :/

      • Dominika Rudz

        Ja pamietam ze trzeba bylo we mnie jedzenie wpychac, na sile prawie (teraz jest na odwrot, hahaha). Mama wziela sie na sposob by postraszyc mnie bratem ciotecznym… „jedz Dominika bo Hubert przyleci helikopterem i zobaczysz!” (to bylo na polanie w lesie na Mazurach- wiec chyba dlatego helihopter, samochodem by nie zdazyl zanim zupa wystygnie…). Kurcze jaka to jest sila w zastraszaniu dzieci, moj starszy brat, wesola osobka, autorytet dla mnie stal sie powodem strachu… to prawie magia, szkoda tylko, ze czarna…

  • Mama Maksymiliana

    Dziwny ten tekst, jedyne osoby które są przy moim dziecku to przyjaciele i rodzina, nie rozmawia z obcymi. Uważam, że jedzeniem nie można się bawić, i nie mam nic przeciwko żeby ktoś zwrócił uwagę mojemu dziecku, to samo się tyczy zachowania np. w kościele, „bądź grzeczny”… co w tym złego? Jeśli moje dziecko mówi lub robi coś co może komuś sprawić przykrość nie mam nic przeciwko żeby ktoś mu to powiedział, musi wiedzieć że tak nie wolno robić. Jeśli się oddali to musi być pouczone, że to niebezpieczne, bo może skończyć się porwaniem. Jeśli płacze bo się uderzyło i Ciocia przytula i pokazuje kolanko i mówi że nic takiego się nie stało, że nie ma ranki i że już na pewno nie boli – to co w tym złego? Wszystko zależy od sytuacji i kontekstu. Bo jeśli Pani otacza się ludźmi, ktorzy mówią te wszystkie rzeczy żeby straszyć Pani dziecko i sprawiają, że czuje się źle – to naprawdę współczuję….

  • Dominika Rudz

    Ok, Carla, ja uwazam, ze super artykul. Wyciaganie pozytywow z negatywow to sztuka! Nie kazdy potrafi znalezc bright side, a jak wlasnie tak sie czuje po przeczytaniu. Teraz kilka moich dygresji… Nr 2 „bo bedzie mi przykro”- szantaz emocjonalny ciagnie sie za toba cale zycie. Moja tesciowa wlasnie takie techniki uskutecznia gdy maz probuje sie od niej zdystansowac/ odciac pepowine/ uniezaleznic. Urodzilo nam sie drugie dziecko i najwyzszy czas by nasza juz 4 osobowa rodzinka byla na pierwszym najwazniejszym miejscu, a wszyscy inni, czyli dzadki i kuzyni i cala reszta byli za plotkiem naszego ogrodka, wpuszczani do srodka, gdy zaproszeni a nie permanentie siedzacy na naszej trawie w oczekiwaniu na kolejne szczegoly naszego zycia. Co za tym idzie Nr 14- „daj ci pomoge”. Lepiej wiem, co dla ciebie dobre, lepiej za ciebie zrobie twoje obowiazki, dlatego nie mozesz mnie wystawic za plot, co to za zachowanie, ja tu musze byc i ci pomagac, mwic co robisz, bo sam sobie nie poradzisz…
    Kolejny ciekawa mysl… Nr.9 „nic sie nie stalo”… Ja czesto mowie, ze nic sie nie stalo bo mysle, ze biadolenie „o jejku ale sie przewrociles” tylko poglebi pacz i strach dziecka, a ty pokazalas mi druga srone medalu. Widac mozna spokojnie stwierdzic fakt, „oj przewrociles sie, choc pocaluje i bedzie lepiej, juz juz kochanie” i zalagodzic sprawe, jednoczesnie uczac dzieci radzic sobie z emocjami. Napewno wyprobuje 🙂

  • Ania Driada

    Bardzo dobry wpis, ja podpisuje się pod wszystkimi punktami! Zwłaszcza nie lubię, jak ktoś mówi, że coś się nie stało. Skoro moje dziecko płacze, to znaczy, że właśnie to COŚ się stało!

    • Dzięki! No właśnie, zawsze za tym stoją prawdziwe emocje, dlaczego mielibyśmy im zaprzeczać?

  • Bo przyjdzie pan i Cię zabierze…można też tak mówić o policjancie (!!), czarownicy…gdy słyszę to trudno mi zachować spokój. Albo to gdy dziecko marudzi, nie słucha, a ktoś z boku życzliwy „próbuje” dziecko zabrać…ech