POLECANE RODZINA ZAKUPY

Mój sposób na budowanie odporności dziecka jesienią

Co zrobić, żeby dziecko ciągle nie chorowało, gdy nastaną jesienne chłody i pluchy? Jak sprawić, żeby nie łapało infekcji za infekcją od rówieśników w żłobku czy przedszkolu? Jak w naturalny sposób budować odporność malucha (a najlepiej i nas samych)?

Te pytania jak bumerang ciągle do mnie wracały i nie dawały spokoju. Wraz z każdym kolejnym katarem Tosi, przeistaczającym się najczęściej w zapalenie oskrzeli nachodziły mnie wątpliwości – czy zrobiłam wszystko, żeby ją ochronić? Dlaczego ona tak często choruje? Co robię nie tak?

Ponad 2 lata karmiłam córkę piersią, starałam się jej nie przegrzewać, dbałam, aby dużo czasu spędzała na świeżym powietrzu i jadła urozmaicone posiłki. Wszyscy powtarzali, że dziecko musi swoje przechorować, że to zupełnie normalne. Jednak nawet w wakacje, gdy Tosia nie chodziła do żłobka, katar i infekcje nas nie opuszczały. I ja zaczęłam częściej chorować.

Postanowiłam porozmawiać na spokojnie z pediatrą Tosi, przeanalizować nasz styl życia, nawyki, żywienie. Może coś robię źle? Generalnie wszystko wyglądało w porządku, jednak diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach. Lekarz zwrócił mi uwagę, że o ile córka zjada odpowiednie ilości owoców i przetworów mlecznych, to jednak ilość warzyw pozostawia sporo do życzenia. Problem była również ilość błonnika w diecie. Niestety, moje dziecko nie chciało jeść warzyw, a zwłaszcza tych zielonych.

 

Wiecie, że aż 70% komórek układu odpornościowego znajduje się w układzie pokarmowych?

Ja nie miałam pojęcia. Po rozmowie z lekarzem uświadomiłam sobie, że to mały udział warzyw w diecie Tosi może mieć wpływ na jej słabą odporność, a w konsekwencji częste chorowanie.

Postanowiłam coś z tym zrobić.

Nie zamierzałam oczywiście zmuszać dziecka do jedzenia, prosić, błagać, namawiać, czy odwracać uwagę. Wręcz przeciwnie! Za mój główny cel postawiłam sobie zaciekawić ją nowymi smakami, ciekawą konsystencją, ładnym wyglądem. Zapragnęłam być smart. Próbowałam przygotowywać jedzenie w formie biedronek, misiów, czy innych owieczek. Tak jak się obawiałam, moje wysiłki spełzły na niczym. Tosi tak spodobały się zwierzaczki, że nie chciała ich zjeść…

Byłam w kropce. Jak niepostrzeżenie przemycić w diecie dziecka sterty warzyw i owoców?

 

W kolejnej próbie padło na soki. I to było to. Od kilku tygodni codziennie przygotowujemy za pomocą wyciskarki wolnoobrotowej zdrowe, pełnowartościowe soki z różnych owoców i warzyw. Nasz model to Philips HR1896/70, za chwilę szczegóły, najpierw powiem Wam w czym tkwi sekret.

Moja córka, jak pewnie większość dzieci, najchętniej by piła sam sok pomarańczowy. Średnio dwa razy dziennie woła: „Chcem ziółty sociek!„. I często go dostaje, ale nasz magiczny żółty soczek skład ma znacznie bogatszy niż same pomarańcze. Obok nich są jabłka, banany, winogrona, grejpfruty, brzoskwinie, nektarynki, melony, marchewki i inne zbliżone kolorystycznie owoce i warzywa, które mam akurat pod ręką. Prawie zawsze dorzucam kawałek buraka. Z czasem Tosia polubiła też zielone soki, co dało mi znacznie szersze spektrum działania – szaleję z jarmużem, szpinakiem i brokułami, których córka nie tknie w standardowej postaci.

_mg_1982 _mg_1962 _mg_1957_mg_1915

Soki posypuję często amarantusem ekspandowanym, dodaję płatki migdałów i łyżeczkę oliwy z oliwek.

Odporności nie zyskuje się z dnia na dzień, to długi proces, jednak gołym okiem widzę ile moja córka teraz pochłania owoców i warzyw, a jak to było jeszcze 2 miesiące temu. Mam wrażenie, że dzięki różnorodności smaków soków chętniej też próbuje nowych rzeczy.

Wyciskarka jest mała, ma tylko 11 centymetrów szerokości, dzięki czemu zajęła dotąd niewykorzystane miejsce obok ekspresu do kawy. W weekendy jednak stawiamy ją na środku blatu, żeby i Tosia mogła uczestniczyć w zabawie.Fakt, że nie muszę jej wyciągać z szafki, składać rozkładać i chować z powrotem jest bardzo miłą odmianą od moich pozostałych sprzętów kuchennych i tym bardziej mnie mobilizuje do częstego robienia soków.

Zresztą to nam już weszło w nawyk. Codziennie po pracy i odebraniu Tosi ze żłobka wyciskamy owoce i warzywa i dostarczamy cenne witaminy i błonnik (też jest bardzo ważny dla odporności!) do organizmu.

_mg_1878 _mg_1873 _mg_1866 _mg_1858

Mam też sokowirówkę i blender kielichowy. Dlaczego jednak wolę wyciskarkę? Co mi się w niej najbardziej podoba?

  1. Jest bardzo uniwersalna. Mogę do niej wrzucić praktycznie wszystko – owoce, warzywa, orzechy, zioła, mleko, cokolwiek. Poradzi sobie ze wszystkim. W sokowirówce nie mogłam przyrządzać koktajli z dodatkiem bananów, a blender nigdy mi nie chciał rozdrobnić twardszych owoców na gładką masę. Z wyciskarką nie ma takich problemów.
  1. Czyszczenie trwa minutę. Wszystkie części przeznaczone do mycia demontuje się błyskawicznie i czyści pod bieżącą wodą z kranu ekspresowo. Zanim jednak rozłożymy wyciskarkę warto wcisnąć przycisk wstępnego czyszczenia – dzięki obrotom wstecznym nie zmarnujemy ani kropki soku.
  1. Zajmuje mało miejsca, a sok można wycisnąć bezpośrednio do szklanki. Co więcej, wszystkie części dodatkowe, przede wszystkim litrowy dzbanek na wyciskany sok przechowuje się w pojemniku na miąższ. Urządzenie ma nawet blokadę kapania. To jest dopiero smart!
  1. Ten model wyciskarki Philips wyciska aż do 90% zawartości owoców i odzyskuje znacznie więcej błonnika niż sokowirówka. Wyciskarka nie ma sitka, tylko specjalny filtr, co sprawia, że soki są znacznie bardziej treściwe i gęste niż te uzyskiwane z sokowirówki. Nie ma w nich jednak kawałków.
  1. W zestawie otrzymujemy świetną książkę z wieloma ciekawymi przepisami na soki i nie tylko – wiedziałyście, że za pomocą wyciskarki można zrobić lody, sorbety, a nawet zupę? Mój mąż poszedł nawet dalej i wycisnął ziemniaki – z miąższu usmażył placki ziemniaczane – wyszły przepyszne 🙂 Zniknęły zanim zdążyłam zrobić zdjęcie.

Jeszcze więcej szczegółów poznacie TUTAJ.

_mg_1836 _mg_1826 _mg_1803 _mg_1789

A tak oto robimy soczki:

Czy nadszedł czas na pożegnanie z tradycyjną sokowirówką?

Niekoniecznie. Co prawda sokowirówki używam obecnie bardzo rzadko, jednak gdy mam ochotę na klarowny, orzeźwiający sok, sięgam właśnie po nią. Przygotowanie soku w sokowirówce jest też szybsze, owoców i warzyw nie trzeba tak drobno kroić.

Ciekawie wypada porównanie składu soków uzyskanych z tych dwóch urządzeń – przeważnie więcej witaminy C, E oraz błonnika uzyskuje się z wyciskarek, a więcej witaminy A z sokowirówek. Poziom przeciwutleniaczy i cukru jest zbliżony.

Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie wyciskarka stała się prawdziwym członkiem naszej rodziny. Nie chcę zapeszać, ale od czasu, kiedy Tosia pije codziennie zdrowy, wieloskładnikowy sok, miała tylko raz katar, który w dodatku sam przeszedł, bez żadnych leków. Coś czuję, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby stawić czoło jesiennym wirusom!

 _mg_1993_mg_2223

PS. Lody wychodzą naprawdę genialne! 🙂

Wyciskarkę możecie kupić tutaj – KLIK!

Wpis powstał we współpracy z marką Philips.

You Might Also Like

  • Ja Frankowi podaję dużo koktajli, mimo wszystko mikser to dla mnie lepszy wynalazek – mniej czyszczenia haha 😀 O odporności się nie wypowiem, bo dziecko me od urodzenia – czyli ponad 16stu miesięcy – nie było ani razu chore 🙂

    • Super, że Ci nie choruje! (jeszcze, haha) 😉 Moja zaczęła chorować dopiero jak do żłobka poszła, wcześniej nawet kataru nie miała.
      Jakiego używasz miksera? Ja używałam kielichowego i cholera mnie brała jak przychodziło do mycia. Teraz rach-ciach pod wodę i wyciskarka umyta. Nie ma sitka, więc nawet nie trzeba używać szczotki do czyszczenia 🙂

      • Ja mam zupowar Russella Hobbsa – i dosłownie, wystarczy przepłukać wodą – wszystko schodzi. Ale przyjrzę się sokowirówce opisanej przez Ciebie – piłam dużo soków w ciąży i czyszczenie doprowadzało mnie do szału 😀 przez to się chyba zraziłam 🙂

        • A to pewnie tak jak w Thermomixie – wlewasz wodę, włączasz obroty i gotowe? W tej wyciskarce czyszczenie jest super łatwe, nie do porównania z sokowirówkami, serio 🙂

  • ☺️👍🏻👍🏻👍🏻

  • Razem ze Szpinakożercą uwielbiamy zielone koktajle ze szpinaku i jarmużu 🙂 Polecam dodatek imbiru – świetnie rozgrzewa!

    • Zawsze dodaję imbir do zielonego koktajlu 🙂 Ostatnio też bardzo polubiłam soki z dodatkiem selera naciowego

  • Z dzieciństwa pamiętam, że w starej sokowirówce rodzice robili mi sok z marchewki, barwiony takimi falami z soku buraczanego – od tamtej pory wręcz uwielbiam te smaki! Jako chorowite dziecko byłam w pewnej chwili faszerowana aronią i jeżówką – zdecydowanie pomogły 🙂 Już jako dorosła często sięgam po te wszystkie smaki plus imbir – do herbaty, w plasterkach zamiast cytryny 🙂

    • Mam podobne wspomnienia z dzieciństwa! :))) Do tej pory uwielbiam sok marchewkowy i też obowiązkowo dorzucam kawałek buraka 😉

  • Annia

    Ciekawa jestem jak Tosia przetrwa jesienną pluchę. Może jak się u Was sprawdzi, to kupię, bo bardzo przekonywująco opisujesz!

    • Mamy teraz dość „ciekawy” test – Tosia się przeziębiła. Jak nie przejdzie to w naszą odwieczną zmorę, czyt. zapalenie oskrzeli, to test uznam za zaliczony 🙂

  • Pingback: Obowiązki domowe i relaks - 3 sprytne sposoby jak je połączyć - MamaCarla.pl()

  • Pingback: 3 pyszne soki z wyciskarki. Czyżbym odkryła sekret niechorowania? - MamaCarla.pl()