MAMA ZA KLAWIATURĄ

Mama za klawiaturą. Motheratorka: Macierzyństwo, etat, blog – i weź to ogarnij!

Witajcie w naszym cyklu „Mama za klawiaturą”! W co drugą  środę publikuję teksty mam-blogerek, które świetnie łącząc macierzyństwo z blogowaniem udowadniają, że „impossible” to nic innego jak „I’m possible”  🙂 Dziś gościem jest Magda z bloga Motheratorka.pl, która zdradzi nam swoje sposoby na pogodzenie macierzyństwa, pracy na etacie, blogowania i… 24-godzinnej doby.

Jeśli jesteś blogującą mamą i chcesz opublikować u mnie swój wpis, pisz na: carla@mamacarla.pl!


Studia, potem praca (najczęściej na etacie), małżeństwo, dziecko – to bardzo częsty schemat, który nie ominął również mnie. Studia były moją pasją, praca również sprawiała mi przyjemność, ale czegoś w tym wszystkim brakowało – wtedy pojawił się synek i, niespodziewanie, zburzył cały dotychczasowy ład. Pierwszy rok mojego macierzyństwa był chaosem, nad którym z czasem udało mi się lepiej lub gorzej zapanować. Dzisiaj Ignaś ma półtora roku, a ja wróciłam do pracy. Jak udaje mi się dzielić etat zawodowy z etatem domowym? Poniżej kilka najważniejszych aspektów pozwalających łączyć ze sobą stanowiska office managera i house managera. I jeszcze w tym wszystkim mieć czas na moją największą pasję – prowadzenie bloga.

 

  1. Delegowanie obowiązków

Brzmi strasznie biurowo i korporacyjnie, a w rzeczywistości odnosi się do najbliższych osób. Prawda jest taka, że bez męża i mamy nie dałabym rady spinać ze sobą wszystkich puzzli życia codziennego.  Kiedy Ignaś akurat nie choruje i chodzi do żłobka, to ja go tam rano odstawiam przed pracą, a odbiera go właśnie babcia. To ona ratuje mnie również bardzo często posiłkami dla nas i dla malucha, co nie znaczy, że sama również nie gotuję. Owszem, robię to dość często i z dużą przyjemnością, jednak wtedy muszę pamiętać, aby wieczorem poprzedniego dnia zrobić obiadowe zakupy.

Mąż natomiast ratuje mnie przejmując ode mnie część domowej roboty – trochę sprzątania, trochę prania, trochę ogarniania zmywarki (bo zmywaniem ciężko to nazwać ;-). Bez niego moja codzienność byłaby sto razy cięższa, a ja byłabym sto razy bardziej wymordowana. Niniejszym składam hołd wszystkim samotnym matkom, które jeszcze dają radę wykrzesać z siebie jakąkolwiek radość dla dziecka i dla świata. Ja bym nie dała.

 

  1. Czasem trzeba odpuścić

Czasem po prostu nie da rady wszystkiego zrobić. Bałagan w kuchni, nierozładowana zmywarka, sterta brudów w pralni, a Ty po prostu padasz na twarz i na inne części ciała, bo Twój organizm się buntuje? Odpuść. Jak nie dzisiaj, to jutro. Jak nie Ty, to Twój partner. Jeden dzień bałaganu jeszcze nikogo nie zabił. A Tobie czasem 12 godzin snu może dobrze zrobić. Przerywanego, ale zawsze.

 

  1. Najpierw obowiązki, potem przyjemności

Ciężko mi to przychodzi, przyznaję się bez bicia, ale uczę się tego. Kiedy nie stosuję punktu drugiego, przed wieczornym pisaniem nowego wpisu na bloga staram się najpierw ogarnąć dom. Po położeniu malucha spać zbieram więc jego rozsiane po całym domu zabawki, sprzątam kuchnię, wstawiam pranie i zmywanie. Dużo przyjemniej siada mi się do pisania moich domorosłych mądrości, kiedy wokół panuje ład i porządek.

 

  1. Wieczorna litania przygotowań

Wszystko, co kiedyś robiłam rano, dziś, oczywiście w miarę możliwości, staram się przerzucić na wieczór. Wieczorem myję więc głowę i prasuję rzeczy dla siebie do pracy i synka do żłobka (mąż koszule prasuje sobie sam!). Wieczorem wrzucam do torebki wszystko, czego następnego dnia będę potrzebować, sprawdzam czy mam portfel, kartę wstępu do biura, żłobkowe kapcie Ignasia, czasem wrzucam sobie jabłko lub jogurt. W ten sposób rano dokładam do tego tylko telefon komórkowy i klucze, i jestem gotowa do wyjścia. Bardzo komfortowa sytuacja.

 

  1. Zapisywać, zapisywać, zapisywać

W notatniku w telefonie zapisuję wszystko, co tylko w danej chwili przyjdzie mi do głowy, bo wiem, że za pięć minut już mi to z tej głowy wyleci. Listy zakupów tworzą się w zasadzie same w miarę, jak pojawiają się potrzeby, w ten sam sposób powstają pomysły na nowe pomysły na wpisy, a potem również ich rozwinięcia. Zapisuję sobie poszczególne punkty każdego tekstu – w ten sposób czasami jeden tekst powstaje nawet miesiąc, a potem siadam i piszę go w jeden wieczór. Teraz poważnie zaczynam rozważać zakup papierowego organizera z prawdziwego zdarzenia, bo zapisywanie w telefonie i czasami na ściennym kalendarzu to dla mnie jednak trochę za mało. Kto nie ma w głowie, ten ma… wiadomo gdzie.

Nie jest łatwo, ale wychodzę z założenia, że żeby nie dać się pokonać szarej codzienności, trzeba mieć pasję. Dla mnie pasją jest mój blog, więc robię wszystko tak, żeby znaleźć na niego czas i energię niezbędną do tego, żeby był jak najlepszy. Nie jestem w tym mistrzynią, ale staram się narzucić samej sobie wewnętrzną dyscyplinę. I z dnia na dzień wychodzi mi to coraz lepiej.

aaZ zawodu nauczycielka i tłumaczka, na co dzień asystentka w korporacji, Warszawianka sercem i pochodzeniem. Motheratorka to kobieta, żona i matka z pasją do zmian i rozwoju, która zrodziła się z miłości do rodziny i słowa pisanego. Do macierzyństwa staram się mieć dystans i dużą dozę poczucia humoru. Blog jest kombinacją wszystkiego, co w moim życiu najlepsze.

 

You Might Also Like

  • Ja ostatnio zaczęłam tworzyć listy rzeczy, które muszę zrobić w domy dniu, organizacyjnie jest dużo, dużo lepiej. Tak że znajduję czas i na opiekę nad dwójką małych dzieci, prace domowe i prowadzenie bloga.

    • Carla

      Oj tak, listy są bardzo pomocne.

  • Dla mnie blog stał się odskocznią od pracy na etacie, wspaniale wypełnia moje życie, kiedy Tosia śpi również pisanie recenzji książek dla dzieci dla jednego z portali. Na razie na to, żeby blog wypełnił moje życie w całości nie ma szans, więc godzę wszystkie aktywności najlepiej jak się da;)

    • Carla

      Mam podobnie 🙂

  • W tej chwili walczę o usystematyzowanie tych wszystkich obszarów 🙂 Jest coraz lepiej, ale do ogarniania jeszcze mi daleko 🙂