MOIM ZDANIEM RODZINA

Korpo-matka. Mama wraca do pracy

To już zaraz. Już za chwilę. Jutro. Mama wraca do pracy.

Pytań i wątpliwości mam więcej niż odpowiedzi i rozwiązań. Czy będę w stanie poświęcać córce tyle czasu i uwagi, ile ona potrzebuję? Czy odnajdę się na nowo w biurowej rzeczywistości? Czy będę dobrym pracownikiem? Czy mąż się na mnie już zupełnie obrazi za mój wieczny brak czasu podniesiony do drugiej potęgi? Czy będę szczęśliwa i spełniona? Czy Tosia zaklimatyzuje się na nowo w żłobku? Jak ja zniosę tak wiele godzin bez niej? Czy będzie dużo chorować?

Wydaje mi się, że na część tych pytań znam odpowiedzi. Przede wszystkim, to nie jest tak, że ja MUSZĘ wrócić do pracy (jasne, jeśli chodzi o finanse, to oczywiście muszę, ale nie podchodzę tak do tego), ja CHCĘ wrócić. Uwielbiam swoją pracę, firmę, ludzi, z którymi pracuję. Czuję się jak ryba w wodzie, żąglując goalami i deadlinami. Biegając po biurze ze spotkania na spotkanie, szkoląc i być szkoloną. Brakuje mi tego i wiem, że jestem gotowa na nowe wyzwania i na to życie w biegu.  Jestem pełna entuzjazmu i zmotywowana.

Jako że nie jest to jednak list motywacyjny, przedstawię też drugą stronę medalu. Dziecko. Jest mi przykro, że właśnie teraz, gdy mam w domu rezolutną, mądrą roczną dziewczynkę, która co chwila zaskakuje mnie opanowaniem jakiejś nowej umiejętności, i z którą uwielbiam spędzać czas, muszę wracać. Z drugiej strony, wtedy, kiedy najchętniej wiałabym z domu, bo tak trudno było mi znieść wiecznie krzyczące i płaczące z niewiadomego powodu high-need baby, wtedy właśnie za nic bym jej nie zostawiła w żłobku, czy z nianią. Bo wtedy właśnie najbardziej mnie potrzebowała. Teraz widzę, że ja już jej nie wystarczam, że potrzebuje nowych bodźców, obecności innych dzieci. Od miesiąca chodzi do żłobka na 4 godziny dziennie i widzę, że już się zaadoptowała, nie płacze, uśmiecha się do „cioci” na powitanie, a mi macha rączką na „papa”. Jest dobrze. Czuję, że jest gotowa na dłuższe rozstanie ze mną, cieszy mnie to i wzrusza… Moja mała dziewczynka!

Czas. To druga część tej drugiej strony medalu. Ameryki nie odkryję stwierdzeniem, że teraz go będzie mniej. Znacznie mniej. Pogodzić pracę, życie rodzinne i bloga to nie lada wyzwanie! Postanowiłam jednak zrobić wszystko, żeby mi się udało i żeby żadna z tych stref nie ucierpiała… Z tego powodu z ciężkim sercem postanowiłam odrzucić wszystkie „przeszkadzajki”, rzeczy i projekty, które pochłaniają mój czas i energię, a nie przynoszą pozytywnych skutków do któregoś z moich priorytetów.

Chcę skupić się na tym, na czym najbardziej mi zależy i dać z siebie wszystko. Dlatego też mam prośbę – jeśli lubicie mnie czytać, zostawcie jakiś ślad po sobie – komentarz, lajk na Facebooku, czy udostępnienie. Dzięki temu będę wiedziała, że jesteście ze mną, i że to wszystko, co dzieje się na blogu ma jakiś sens. Dziękuję Wam za wszystko i niech moc będzie z nami! 🙂

You Might Also Like