HIGH-NEED BABY MOIM ZDANIEM POLECANE

Kiedy pójść po raz pierwszy z dzieckiem do kina i teatru? (Zwłaszcza z HNB!)

Znasz to uczucie, kiedy piękne plany spokojnego wypoczynku z dzieckiem obracają się w perzynę, dziecko krzyczy, płacze, a Ty chcesz zwiewać do domu ile sił w nogach? Każde wyjście z domu to jak gra w ruletkę – może będzie fajnie, ale na dobrą sprawę może też być syrena…

Po wielu wpadkach długo zastanawiałam się kiedy będzie odpowiedni czas, żeby pójść po raz pierwszy z dzieckiem do kina, teatru, na kulki, jak przewidzieć, że dana rozrywka będzie strzałem w dziesiątkę, a nie w stopę.

Pamiętam, jak pierwszy raz wybraliśmy się z Tosią do ZOO, oj, długo tego nie zapomnę. Krzyk, wrzask, płacz, niezadowolenie, protest. Opisałam to niezapomniane wydarzenie we wpisie o wiele mówiącym tytule „Masakra w ZOO”. A przecież dziecko miało już rok! Dookoła pełno było maluchów w zbliżonym wieku, które zachwycone wpatrywały się w zwierzątka i uśmiechały. Uśmiechały! Totalna abstrakcja. Moje cały czas krzyczało – w wózku, nosidełku i na rękach. Zdrowe i najedzone. 

Oczywiście to nie była niczyja wina. Dziecko po prostu nie było gotowe na tyle różnorodnych bodźców – baaardzo mądrze wybraliśmy się do ZOO chyba w tym samym czasie co połowa Warszawy… Możecie sobie wyobrazić te tłumy, różnorodne dźwięki, zapachy i kolory. Szczerze mówiąc, teraz myślę, że to było do przewidzenia, pewnie gdybym się zastanowiła, to i wtedy bym doszła do tego samego wniosku. Jednak chciałam, żeby choć ten jeden jedyny raz dziecko się dopasowało do mnie, a nie ja do dziecka. Cóż, dostałam niezłą nauczkę.

Tosia ogólnie dużo płakała jako maluszek (zapraszam do kategorii High-need baby, a zwłaszcza do TEGO wpisu), ale już koło roku była znacznie spokojniejsza. Zaczęliśmy spełniać nasze marzenie o aktywnym spędzaniu czasu z dzieckiem u boku. Odwiedzaliśmy przyjaciół, okoliczne parki, pojechaliśmy na wakacje do Turcji i weekend na Mazury. I do tego nieszczęsnego ZOO. Po jakimś czasie z dużym prawdopodobieństwem mogliśmy zgadnąć, która aktywność Tosi przypadnie do gustu, a która niekoniecznie. Dlatego też na przykład wybraliśmy wycieczkę zagraniczną zamiast wypoczynku nad polskim morzem, które oboje kochamy najbardziej – po prostu domyślaliśmy się, że córka znacznie lepiej zniesie krótki lot samolotem od wielogodzinnej podróży samochodem. Trafiliśmy w dziesiątkę, o czym możecie przeczytać w tym wpisie.

Do czego zmierzam? Nie ma uniwersalnej granicy wieku, od której można „bezpiecznie” pójść z dzieckiem na basen, do kina, ZOO, teatru, czy wybrać się na wakacje samolotem. Trzeba zdać się tutaj na swoją intuicję i obserwować dziecko. Kto, jak nie my matki znamy je najlepiej? Jeśli widzimy, że maluszek źle czuje się w dużych skupiskach ludzi, warto odłożyć wizytę np. w ZOO, czy centrum handlowym.

Ja wiem, że bardzo by się chciało dopasować dziecko do siebie i do swojego stylu życia, jednak… nie na siłę. Wszystko przyjdzie z czasem.

Kiedy pójść po raz pierwszy z dzieckiem do kina?

Niedawno zabrałam Tosię do kina. Niektórzy powiedzą, że późno, inni, że wcześnie. Tosia miała wtedy ponad 2,5 roku. Byłam przygotowana. Tydzień wcześniej u dziadków córka obejrzała prawie całą „Księgę dżungli” na telewizorze, więc wiedziałam, że jest w stanie tyle wysiedzieć i sprawia jej to frajdę. Jednak była gotowa na to, że bajka w kinie może jej się nie spodobać i trzeba będzie wyjść wcześniej. Spoko, najważniejsze to odpowiednie nastawienie. To ma być dobra zabawa dla dziecka, a nie coś co robimy na siłę. Wybraliśmy się na bajkę „Balerina” i to był dobry wybór – prosta fabuła, brak przemocy, kilka piosenek i przyjazna animacja.

Kiedy pójść po raz pierwszy z dzieckiem do teatru?

Jakiś miesiąc później dostaliśmy zaproszenie na przedstawienie dla dzieci „Tajemnica Bańki Szczęścia” Teatru Baniek Mydlanych w Pałacu Kultury i Nauki. Nie powiem, początkowo się wahałam – spektakl dedykowany jest dzieciom w wieku 4-10 lat – bałam się, że dla naszej niespełna 3-latki będzie zbyt trudny. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Ale może opowiem Wam wszystko od początku, bo i tym razem postawiłam na dobre przygotowanie. Strategicznie wybraliśmy poranną godzinę spektaklu, licząc na dobry humor córki oraz miejsca niedaleko wyjścia, aby do łazienki nie było za daleko 😉 Poza tym wraz z mężem wzięliśmy w pracy dzień urlopu, chcieliśmy czuć ten luz, że nigdzie się nie spieszymy i nic nie musimy. Kilka dni wcześniej zaczęliśmy opowiadać Tosi o teatrze, żeby przygotowała się do tego wydarzenia psychicznie i nie stresowała się za bardzo.

I chyba głównie dzięki temu wszystko przebiegło gładko – Tosia była co prawda na początku spięta, jednak spokojna. Pałac Kultury i Nauki zrobił na niej duże wrażenie, wołała: „Łaaaał, jaki duuuuży!” i wtulała się w tatusia. W sali teatralnej nie chciała siedzieć na swoim miejscu, za to wypatrzywszy miękkie pufki na schodach, przyciągnęła dwie, usiadła sobie na jednej wygodnie, a na drugiej usadziła tatę. (To też dobry trop – miejsca obok schodów dają możliwości kombinowania, więc warto je wybierać).

Samo przedstawienie było super. Główni bohaterowie, uczniowie Bul-Bul Szkoły – Bąbelek i Mydlaneczka prezentują swoje „bańkowe” umiejętności i wyruszają do złego profesora BulBulasa, aby zdobyć tajemniczy składnik umożliwiający wytworzenie Eliksiru szczęścia. Czy im się powiedzie? Czy Eliksir szczęścia to dobry pomysł? Fabuła jest prosta i dobrze, bo to nie o nią głównie tu chodzi. Główną atrakcją przedstawienia są setki, jak nie tysiące niesamowitych baniek mydlanych ogromnych rozmiarów i przeróżnych kształtów. Spektakl jest interaktywny, dzieci są wciągane do zabawy i zachęcane do aktywności. Niektóre nawet są zapraszane na scenę i „zamykane” w prawdziwych bańkach mydlanych! Zabawa, zwłaszcza w pierwszych rzędach, dokąd przywiewanych było mnóstwo baniek, była świetna. Tosia klaskała i wpatrywała się w skupieniu w scenę.

Takie przedstawienia są niesamowitym przeżyciem dla dzieci i już rozglądam się za następnym 🙂 Na pewno chciałabym częściej Tosię zabierać w takie miejsca, które są przecież znacznie lepszym rozwiązaniem niż kino (staramy się jednak ograniczać bajki, tablety, ekrany itp) i niewiele droższym.

W tym roku mamy ambitne plany. Było już pierwsze w życiu Tosi kino, pierwszy popcorn, pierwsze przedstawienie teatralne. Bardzo pragniemy pokazać Tosi świat sztuki i nauki, zabrać na jakąś wystawę, do parku technologicznego, trochę pozwiedzać… Mamy też w planach regularniejsze wypady na basen i uczestnictwo w jakichś zajęciach dla dzieci w domu kultury, czy innym tego rodzaju miejscu. Chcemy spróbować wielu rzeczy, przygotowałam nawet listę.

Zasada jest jedna. Bardzo prosta. Nic na siłę, nic w pośpiechu, nic wbrew dziecku. To ma być nasz czas, radosny, spokojny i po prostu przyjemny. Czas dla rodziny.

You Might Also Like

  • Agent Z

    „Przygotowalam nawet liste” awwww!!!!

    <3<3<3