HIGH-NEED BABY POLECANE

High-need baby – macierzyństwo w wersji hard

Kiedy słyszę zdania w stylu: „Noworodek tylko je i śpi”, albo „Niemowlę do trzech miesięcy większość czasu przesypia”, krew się we mnie gotuje. Ponoć urlop macierzyński to świetny czas, żeby skupić się na własnym rozwoju i rozkręcić biznes. Przecież „masz tyle czasu siedząc w domu z dzieckiem”. Ha, ha, ha. Wiecie, że ja właśnie tak myślałam? O losie, jaka ja byłam głupia!

Mądre książki wspominały oczywiście o kolkach, skokach rozwojowych, o bolesnym ząbkowaniu, o nieprzespanych nocach, trudniejszych etapach w życiu malucha… Ok, do przeżycia. Przyjdą i odejdą, będzie git.

Nic nie zapowiadało hardcoru, który nastąpił po narodzeniu mojej córki. Ciąża była fantastycznym okresem w moim życiu, nic mnie nie bolało, nie miałam nawet mdłości! To wszystko zupełnie nie przygotowało mnie do tego, co miało nastąpić po porodzie.

Pierwsza noc po narodzinach Tosi była najcięższą nocą w moim życiu. Byłam wykończona kilkunastogodzinnym porodem zakończonym cesarką, a mała ciągle płakała. Nie przesadzam! Dziecko mojej współlokatorki z pokoju grzecznie spało, budziło się na jedzenie i znów zasypiało. Tosia zasypiała na 5 minut i znów płakała. Trwało to do 4 nad ranem, kiedy dostała mleko modyfikowane i zasnęła na najdłuższe 3 godziny w moim życiu. Więcej o tym pisałam w tym wpisie: KLIK. Pomyślałam: „Aha, była po prostu głodna! Teraz już będzie lepiej” I było, bo tej nocy nie był w stanie przyćmić nawet najbardziej spektakularny napad kolki, czy całodzienne marudzenie. To nie znaczy, że było łatwo, o nie.

Tosia przez pierwszych 5 miesięcy swojego życia w zasadzie znała trzy stany – jedzenie, spanie i płacz. Żeby nie było nudno, ten ostatni występował w kilku odmianach – krzyk, wrzask, darcie się, jęczenie… Była najedzona, wyspana, przewinięta i płakała. Płakała w swoim łóżeczku, w kołysce i w naszym łóżku. Krzyczała na spacerze w wózku i podczas przejażdżki samochodem w foteliku. W chuście i w leżaczku-bujaczku również. Płakała nawet na rękach! Kolki przyszły i odeszły, a ona wciąż płakała. Zrobiliśmy wszystkie możliwe badania – dziecko było zupełnie zdrowe. I darło się wciąż.

Muszę Wam opisywać jak się czułam jako matka? Moja pewność siebie była na poziomie -100. Czułam, że zawiodłam jako matka. Nie potrafiłam pomóc własnemu dziecku! Nieubłaganie pojawiły się w mojej głowie pytania, co robię źle, czy ja się w ogóle nadaję na matkę? W dodatku czułam się jak więzień we własnym domu. Codziennie płakałam i zazdrościłam mężowi, że może wyjść do pracy i oderwać się na kilka godzin od tego koszmaru. Skreślałam dni, tygodnie, miesiące, żyłam nadzieją, że może sytuacja się zmieni, gdy córka skończy miesiąc, dwa, trzy, cztery… Z tym okresem chyba już zawsze kojarzyć mi się będą słowa piosenki Coldplay „Nobody said it was easy. No one ever said it would be this hard”.

W międzyczasie natrafiłam na określenie „high-need baby” i grupę wsparcia na Facebooku, dzięki którym odkryłam, że nie jestem sama i uwierzyłam, że to nie moja wina. To nie jest niczyja wina, tak się po prostu czasem zdarza.

High-need baby, dziecko o wysokich potrzebach, to niemowlę, które wszystkiego potrzebuje więcej, oprócz snu. Choć nie do końca tak jest – HNB potrzebuje snu, ale bardzo trudno mu przejść w głęboką fazę snu. Często śpi tylko w ramionach matki, przy piersi lub w chuście. Wyjątkowo głośno i ekspresyjnie domaga się spełnienia każdej swojej potrzeby, jest bardzo aktywne, sypia w dzień dużo mniej niż jego rówieśnicy, ciągle domaga się piersi, co chwilę budzi się w nocy, wydaje się być ciągle rozdrażnione i niezadowolone. Niestety, nawet jeśli uda się je uspokoić dwa razy w określony sposób, nie można liczyć na to, że za trzecim razem metoda zadziała – HNB jest nieprzewidywalne. To co jest stałe to niesamowita wrażliwość, byle szelest może je obudzić, byle co może zdenerwować. Jest nieodkładalne, gdy tylko próbuje się je przełożyć do łóżeczka natychmiast się wybudza i… nie zgadniecie, zaczyna płakać! O samodzielnym zasypianiu możemy oczywiście zapomnieć.

To nie jest tak, że high-need baby musi charakteryzować się wszystkimi wyżej wymienionymi cechami. Tosia na przykład przez pierwszych kilka miesięcy życia ładnie spała w nocy. To właśnie to oraz ogromne wsparcie męża, na którego zawsze mogłam i mogę liczyć, sprawiło, że jakoś się trzymałam.

Jeśli też macie szczęście posiadać wymagające dziecko (to nie ironia, dzieci takie zazwyczaj wyrastają na pewnych siebie, empatycznych, odważnych i nie bojących się spełniać swoich marzeń dorosłych), nie załamujcie się! Dołączcie do grupy wsparcia, przeczytajcie „Księgę wymagającego dziecka” Searsów, przestańcie winić siebie lub dziecko.

Nie jesteście same i to wszystko kiedyś minie! Z czasem jest łatwiej.*


O high-need baby pisałam dużo, dla ułatwienia (wiem, że nie macie czasu szukać!) podaję linki tutaj:

Nie mów mi, że będzie ciężej (bo i tak Ci nie uwierzę!)

High-need baby. 3 strategie przetrwania

Macierzyństwo w 5 smakach

Noś, niech się przyzwyczai!

High-need baby. Jak nie zwariować?

Macierzyński hardcore

Kiedy dopadnie Cię rzeczywistość

10 sposobów jak uśpić niemowlę

Gdy dziecko ciągle płacze…


Serdecznie Was też zapraszam do polubienia naszej strony na Facebooku –> KLIK. Będzie mi bardzo miło 🙂

You Might Also Like

  • Pingback: 10 grzechów nieidealnej matki (high-need baby) - MamaCarla.pl()

  • Klaudia Ratyńska-Lucht

    Jakbym czytała wpis o mnie i moim synku. WSZYSTKO się zgadza. Ciężkie noce w szpitalu, jeszcze trudniejsze dni w domu, ale zawsze mówiłam ze po prostu jest wyjatkowy😀
    Płakał, krzyczał, drzemal ale nie spał, a mimo to cofnelabym się w czasie o rok i przeżyła to wszystko jeszcze raz😀
    Pozdrawiam