HIGH-NEED BABY POLECANE

HIGH-NEED BABY. 3 strategie przetrwania

Dziecko wywraca życie rodziców do góry nogami. High-need baby wywraca jednak to życie i ten świat totalnie. Jest jak huragan, burza z piorunami i potop za jednym zamachem. Pojawia się i nagle nic nie jest takie samo, wyzwaniem są proste, codzienne czynności, nie mówiąc już o luksusach, jak ciepły obiad.

High-need baby to dziecko wymagające, które zdaje się wszystkiego potrzebować WIĘCEJ, może poza snem. A więc wymaga więcej noszenia, przytulania, karmienia, uwagi. I to byłoby w porządku, jednak HNB nawet otrzymując to „więcej” nie wydaje się usatysfakcjonowane. Zawsze coś jest nie tak, zawsze coś przeszkadza. Może niewygodne ubranko? Może odrobinkę zbyt ciepła woda? A może minimalnie niewłaściwy w danej minucie kąt noszenia. Oczywiście za każdym razem tym czymś może być coś innego. Jeśli nie jesteś wróżką, nie zgadniesz. Choćbyś wypruwała sobie flaki, nie znajdziesz sposobu na swoje dziecko, który uspokoi je zawsze, metody niezawodnej. I gdy już jesteś blisko, gdy myślisz, że to już prawie, prawie to, Twoje dziecko i tak Cię zaskoczy i znajdzie coś innego, co mu będzie przeszkadzać.

To nie znaczy jednak, że masz nie szukać, nie próbować – wręcz przeciwnie! Zawsze będziesz mieć kilka usypiań, czy uspokajań z głowy, urwiesz kilka magicznych momentów względnego spokoju i zadowolenia Twojego malucha w sam raz do zachowania w pamięci.

Jak przetrwać z high-need baby? To nie jest dobre pytanie. Chcąc, nie chcąc przetrwasz, przecież to Twoje ukochane dziecko, Twój skarb i prawdopodobnie najlepsze, co Cię w życiu spotkało. Prawidłowe pytania brzmią: Jak przetrwać bez depresji? Jak przetrwać i czerpać radość z każdego dnia? Jak przeżyć i nie porzucić planu dalszego powiększania rodziny? Sposobów jest masa, wszystko zależy od naszej kreatywności, którą przecież trenujemy codziennie, usiłując skłonić nasze maleństwo do porzucenia tak wybornego zajęcia, jakim jest marudzenie. Wiecie, że to żarcik, prawda? Chodzi przede wszystkim o to, żeby POMÓC dziecku, bo to ono w tej całej sytuacji cierpi najbardziej – płacz jest formą komunikacji, a nie atakiem wymierzonym z premedytacją w nas.

Moje hajnidziątko ma już 1,5-roku, a ja oprócz zmarszczek na twarzy i ogólnego wychudzenia dorobiłam się też całkiem zacnego bagażu doświadczenia w tej trudnej sztuce przetrwania sam na sam z płaczącym niemowlakiem. Oto moje 3 strategie przetrwania, podczas pierwszych, najtrudniejszych miesięcy korzystałam z każdej z nich.

1. Na więźnia 

Strategia, która, śmiem twierdzić, uratowała moje zdrowie psychiczne w pierwszych tygodniach po narodzinach Antoniny. Wiem, że jej nazwa nie brzmi zbyt pozytywnie, ale nie o to przecież chodzi. Strategia ma pomóc. I pomaga. Chodzi o wyznaczanie sobie kamieni milowych, terminów, do których można odliczać, skreślanie dni. W praktyce wygląda to tak, że zaznaczasz sobie w kalendarzu na jeden kolor wszystkie dni weekendy, dni wolne, urlopy męża. Drugim kolorem wpisujesz wszystkie odwiedziny mamy, koleżanki, wizyty u lekarza, może znajdzie się też czas na jakieś wyjście tylko we dwoje? Chodzi o to, żebyś nie myślała: „Jezzzu, jak ja dam radę sama z dzieckiem przez cały miesiąc?” tylko: „O, już tylko dwa dni do wizyty przyjaciółki, trzy do weekendu, a w przyszłym tygodniu jestem sama z bąblem tylko przez 4 dni„. Wieczorem obowiązkowo skreślasz kolejny dzień, dumna, że dałaś radę. Pod koniec miesiąca patrzysz na te wszystkie skreślone dni i dochodzisz do wniosku, że jesteś niczym Bear Grylls w spódnicy i osiągniesz w życiu wszystko, o czym marzysz, taką jesteś fighterką!

2. Na wynalazcę

Gdy już przetrwasz kolejny dzień, gdy uda Ci się znaleźć godzinę dla siebie, rzucasz się w odmęty internetów i szukasz, szukasz, szukasz… Sposobów, metod, rozwiązań! Czegokolwiek, co pomoże Twojemu dziecku. Chodzisz po lekarzach, eksperymentujesz z suszarką i aplikacjami mobilnymi, kupujesz misie z bijącymi serduszkami. Nosisz na 10 różnych sposobów, a nuż któryś się sprawdzi. Motasz dziecko w chustę, a gdy jest już starsze instalujesz w nosidle. Tańczysz, masujesz, jeździsz samochodem. Nie działa? Działa jednorazowo? Nie szkodzi, nie zrażaj się, próbuj! A nuż poznasz sekretną metodę działającą na Twoje dziecko. A nawet jeśli nie, to szybciej Ci czas zleci i potrenujesz kreatywne myślenie. Więcej uspokajających inspiracji znajdziesz w tym wpisie.

3. Na optymistę

Trzecia i chyba najważniejsza, choć i najtrudniejsza strategia. Ja wiem, że to się łatwo mówi, ze dziecko z tego wyrośnie, że będzie lepiej, łatwiej. Pamiętam, że te słowa działały na mnie jak płachta na byka. Ale to prawda. Płaczące, czy spokojne, śpiące, czy marudzące, dziecko rośnie. A wraz z kolejnym przymałym bodziakiem pogłębia się więź między Wami, zaczynacie się coraz lepiej rozumieć i łatwiej Ci przychodzi zaspokajanie jego potrzeb. Z drugiej strony to też jest tak, że się przyzwyczajasz i akceptujesz nową rzeczywistość. Twoje dziecko może nadal dostawać furii w wózku, czy podczas jazdy samochodem, ale Ty już o tym wiesz i nie łudzisz się, że tym razem będzie inaczej. Starasz się unikać punktów zapalnych, a gdy jest to niemożliwe, jesteś już przygotowana i masz w zanadrzu sporo pomysłów, które pomogą maluchowi znieść niedogodności. Wreszcie, przestajesz skupiać się na tym, co trudne, na krzykach, płaczach, marudzeniu i zaczynasz czerpać z macierzyństwa na 100%. Albo i 110%, bo przecież musisz nadrobić te przepłakane dni.

No dobrze, a jakie są lub były Wasze strategie? 

You Might Also Like

  • HNB to całkowicie obcy mi temat, ale podziwiam każdą Mamę, która się z tym mierzy 🙂

    • Ja przez jakiś czas nie mogłam uwierzyć w istnienie tzw. „dzieci bezproblemowych” 😉

      • Hahaha, mam to samo kazdego dnia! 😀

  • Ja sie podpisuje rekami i nogami. Wlasnie wkraczamy w 5 miesiac i juz od jakiegos czasu dotarlismy do metody na optymiste, choc czasem bywa ciezko. Mimo wszystko – jest najlepsza, zdecydowanie najlepsza! 🙂

    • Najlepsza, ale i najtrudniejsza 🙂

  • Ja działam na wynalazcę! 🙂 Miałam to szczęście, że Oszczędnicki był calutkie DWA miesiące w domu. Te pierwsze dwa, najgorsze miesiące… Gdyby nie to, chyba bym nie dała rady psychicznie tego przetrwać 🙂

    • Oj tak, bez pomocy bliskich w pierwszych tygodniach chyba bym skończyła w wariatkowie!

  • mamazdezorientowana

    mój starszy syn za dwa miesiące skończy trzy lata, a ja nie miałam pojęcia, że coś takiego jak HNB istnieje…. wszyscy mi wmawiają że dzieci tak mają, że to zupełnie normalne, że śpiąc 3 h na dobę ( przy prawie trzylatku i 14-nasto miesięczniaku, nie przy noworodku!) mam ochotę całymi dniami wyć do księżyca 🙂 Ja mam metodę na zegar- cały dzień odliczam ile jeszcze do jego końca, a jak już uda mi się ich uśpić i nie padnę to się modlę o to żeby następny był krótszy:) i staram się wyryć w pamięci każdą chwilę w której zdołam nie stracić cierpliwości i potem karmię się tymi ulotnymi momentami swoich zwycięstw 🙂 i naprawdę trudno mi uwierzyć, że nie wszystkie dzieci tak mają 😀

    • Ja ostatnio wszędzie napotykam tak zwane „grzeczne dzieci” i wszyscy patrzą na mnie jak na kosmitkę, to jest dopiero irytujące! 😉

  • Pingback: Nie mów tego mojemu dziecku! TOP 15 - MamaCarla.pl()

  • Pingback: 5 rzeczy, których nie nauczyło mnie macierzyństwo. A powinno! - MamaCarla.pl()