HIGH-NEED BABY ZAKUPY

Czy na pewno potrzebne Ci nosidło?

Długo się wahałam, czy pisać na ten temat. Zaczynałam i kasowałam. Biłam się z myślami. Dlaczego? Bo z jednej strony popieram całym sercem ideę noszenia dzieci, pisałam zresztą o tym tutaj (KLIK!), z drugiej strony jednak chciałabym być z Wami szczera i powiedzieć, jak to u nas faktycznie wyglądało i wygląda. Niestety, często życie (czytaj: dziecko) weryfikuje nasze plany i zmienia decyzje.

CHUSTOWE POCZĄTKI

Pisałam już wielokrotnie o tym, że Tosia nie była najprostszym w obsłudze niemowlakiem, pierwsze miesiące były bardzo trudne, jak przez mgłę pamiętam ciągłe maratony płaczu i krzyku. Jeszcze w ciąży dużo czytałam o tym, jak ważne jest prawidłowe (!) noszenie dziecka, ile może dać korzyści, jak wspaniale wpływa na jego rozwój, a mamie daje te upragnione chwile odpoczynku i wytchnienia. Częścią mojej wyprawki ciążowej była zatem i chusta. Niestety elastyczna, bo taką ponoć łatwiej się wiąże. Niestety, bo Tosia urodziła się w niesamowite upały i mimo szczerych chęci, gdy już uporałam się z lękiem, że uszkodzę dziecko nieumiejętnie pakując je do chusty, motanie w wiele warstw grubego materiału nie było przyjemne ani dla mnie, ani dla Antoniny.

Wielokrotnie w artykułach o takich wymagających dzieciach jak moje natknęłam się na stwierdzenie, że aby maluszek polubił noszenie w chuście należy rozpocząć w czasie pierwszego tygodnia jego życia. No i klops. U nas było już widocznie za późno, Tosia bowiem zamotana w chustę darła się jeszcze bardziej i dłużej niż w wózku, leżaczku, łóżeczku, aucie, no… niż wszędzie indziej. Choćby i na kocyku na podłodze było jej zdecydowanie lepiej. Miała kompletnie w nosie kojącą bliskość mamy, jej zapach, uspokajające i wyciszające (ha, ha, ha!) bicie serca i kołyszące do snu (tu już się turlam na podłodze ze śmiechu!) ruchy mamy. Nie zrozumcie mnie źle, ja wiem, że noszenie dzieci w chuście właśnie tak działa na większość maluchów i bardzo bym chciała, żeby tak też było w przypadku Tosi, ale no cóż… Przy drugim dziecku spróbuję ponownie!

KUPUJEMY NOSIDŁO!

No i się rozpisałam, a miało być o nosidle przecież. Wracając do tematu, kiedy Tosia zaczęła sama siadać, a jeśli mam być zupełnie szczera, to nawet trochę wcześniej, postanowiłam kupić nosidło. Oczywiście nosidło miękkie, ergonomiczne, zachwalane na wszystkich forach o noszeniu dzieci. Pozwalające na noszenie dziecka wyłącznie przodem do siebie w pozycji „na żabkę”. Cudowne i wspaniałe. Drogie jak sto diabli… No i chciałam nosić. Naprawdę chciałam. Zgadliście już ciąg dalszy?

Jakże by inaczej, Tosia miała oczywiście inne zdanie na ten temat. Wytrzymywała w nosidle 10-15 minut i albo zasypiała, albo zaczynała marudzić, w zależności od tego, czy była to pora drzemki, czy nie. Nie o to mi chodziło. Jeśli nadchodziła pora spania, to po wyjściu na spacer Tosia bez problemu już zasypiała w wózku, w którym było jej (i mi!) wygodniej, niż w nosidle, spała też dłużej. W dodatku gdy Tosia drzemała w wózku, ja mogłam sobie spokojnie usiąść na ławce, poczytać książkę, popisać coś. Jeśli zaś zasnęła w nosidle, musiałam być stale w ruchu i było mi ciężko po pewnym czasie, bo mimo, że nosidło świetnie rozkłada ciężar dziecka, to jednak 8-9 kilo się samo nie poniesie. Moje marzenia o weekendowych wycieczkach z cudownie wtulonym maleństwem, rozglądającym się ciekawie dookoła mogłam sobie między bajki włożyć, oczywiście.

Pomyślałam sobie: ok, drzemki w nosidle to może nie jest idealny pomysł, ale przecież może mi się przydać, gdy muszę skoczyć na chwilę do sklepu, na bazarek, do auta. I tak, przydało się. Jakieś 5 razy. Po pierwsze, wypad musiał być na prawdę szybki, bo już po kilkunastu minutach Tosia się zaczynała wyrywać i odpychać, po drugie, odkąd zaczęła stabilnie stać, po prostu brałam ją na ręce i tak wychodziłyśmy. Teraz, gdy już samodzielnie chodzi, to jest już w ogóle bajka. Kilka razy udało mi się Tosię uśpić w nosidle w domu, kilkanaście razy się nie udało. Znalazłam więc bardziej skuteczne metody.

ZASTANÓW SIĘ!

Podsumowując, przez zakupem warto się zastanowić, czy: a) nosidło jest Wam faktycznie potrzebne, b) czy Wasze dziecko jest równie pozytywnie nastawione do noszenia jak Wy. Najlepiej pożyczyć od kogoś lub z wypożyczalni i przekonać się na własnej skórze. Poza tym, jeśli już zdecydujecie się na zakup, nie kupujcie na hurra pierwszego lepszego nosidła, o którym słyszeliście – poszukajcie, poprzymierzajcie, zastanówcie się. Moje nosidło jest ok, ale za tę cenę mogłabym mieć coś znacznie lepszego, a mniej rozreklamowanego.

PS. Znacie różnicę między nosidłami a wisiadłami? Jeśli nosić, to tylko prawidłowo!

nosidlo-wisiadlofot. Pinterest.com

You Might Also Like

  • My mamy dokładnie to samo nosidło, poznaję po zdjęciu Tula. U nas sprawdza się świetnie. Co prawda nie jest mi lekko, ale zazwyczaj to mąż nosi więc problem rozwiązany. Nasza córeczka ma 6,5kg jest drobna, nosidło uwielbia.

    • Carla

      Zazdroszczę! 🙂 Tak, to Tula, nie chciałam im jednak robić dodatkowej reklamy w poście 😀

  • Ja sobie bez chusty i nosidła życia nie wyobrażam, dosłownie! W chuście zaczęłam nosić w 5 dobie życia Róży i przez kilka pierwszych tygodni ona w tym momentalnie zasypiała. Potem chustę zamieniłam na Tulę, bo jest mi w niej jednak dużo wygodniej. Róża nie lubi wózka i o ile teraz po prostu sama chodzi, to jak jeszcze nie umiała – to był jedyny sposób na przemieszczanie się. Bardzo długo był to też jedyny sposób na to, żeby zasnęła (odłożyć się już faktycznie nie dało, ale opracowałam sposób wygodnego siadania z książką). 😉
    Droga i rozreklamowana, czyli pewnie też masz Tulę? Nie znam szczegółów, ale wiele razy już gdzieś czytałam, że jest jakaś grupa na fejsie, na której można bardzo łatwo i z niewielką stratą sprzedać swoją używaną Tulę, więc w razie czego dużej straty nie będzie. 🙂

    • Carla

      Tosia nie cierpiała jedynie gondoli, potem było już łatwiej. Tak, to nosidło to Tula. Łatwo ją sprzedać, ale ja nie tracę nadziei, że drugie dziecko będzie chciało być noszone! 🙂

  • Ja w chuście nosiłam na razie tylko kilka razy. Zaraz po porodzie i przez pierwsze miesiące nie było o tym mowy, ze względu na upały. Ja płakałam czasem na myśl, że muszę go w taką pogodę do piersi przystawić a co dopiero zamotać w chuście na piersi! Ale te kilka razy co już się wiązaliśmy o wygląda na to, że je lubi i bardzo się w niej uspokajał. Nosidło będziemy kupować, gdy zacznie siadać. Dla mnie to będzie potworna wygoda. Taki tryb życia. Dziękuję jednak za szczerą wypowiedź. Mam koleżankę, której noszenie w chuście też nie wyszło. Dzieciaki (obaj) reagowali na chustę tak samo jak Twoja mała.

  • Kasia

    My teraz byliśmy na kilka dni w górach i nosidło było idealnym rozwiązaniem.
    Wózek w sumie grany był tylko raz.
    Droga nad Morskie Oko czy Dolina Kościeliska pokonane były w Tuli i był to strzał w 10.
    Dominik zadowolony, z zaciekawieniem oglądał wszystko dookoła, a my nigdzie nie ugrzęźliśmy.

    • Carla

      Bosko! Też miałam nadzieję na takie wycieczki, ale już mi przeszło 😉

  • Mie mieliśmy nosidło-wisiadło, którego użyliśmy raptem kilka razy. Zazwyczaj gdy nie opłacało nam się wózka wyciągać na mega krótkie wypady. Nasze chłopaki zdecydowanie nie należały do tych dzieci, które lubią czuć się skrępowane 😉

  • Aga

    No to witam w klubie 😉 chusty użyłyśmy może z 5 razy. Nosidła mt też chyba 5. Wózek zdecydowanie był lepszą inwestycją. Jedynie w nosidle turystycznym (też upiornie drogim) córka chętnie podróżuje. Moje dziecię ma za nic teorię bliskości 😉

  • Ja mam chustę LF, ktora leży. Bałam sie sama chustowac wiercącego i krzyczącego Malucha. Czas minął i teraz wierci się jeszcze bardziej.
    Na wakacje pożyczyliśmy Bondolino i o dziwo T. zniósł wieczorne spacery wyśmienicie! Teraz sie zastanawiam czy warto kupować za tyle kasy nosidełko bo ile razy ja go w zimę ponoszę???

    • Carla

      No, to prawda, zima raczej nie sprzyja noszeniu… A na wiosnę może już toddler będzie lepszy.

  • Rozalka też dość późno wsiadła w nosidło, bo mając niespełna dwa lata. Natomiast jako maleństwo nie lubiła byc skrępowana niczym – przestrzeń to było jej drugie imię. Jednak w górach gdzie miała opcję iść na własnych nogach lub się nosić wolała zdecydowanie to drugie 😉

  • Ja bardzo żałuję, że nie zdecydowałam się na nosidło. Jeżeli będę miała drugie dziecko to na pewno się na nie skuszę. 🙂

  • My nosiła nigdy nie mieliśmy. Od zawsze miałam wrażenie, że jest jakieś takie niewygodne dla dziecka. Myślę natomiast, że jeżeli będę miała drugie dziecko spróbuję chusty-dużo osób poleca!Pozdrawiam serdecznie:)

  • ewa

    Fajnie, to napisałaś. Moja Zuza ma 9 lat i jak się urodziła chusty dopiero wchodziły do obiegu, chociaż były już do kupienia online. My nie mieliśmy ani chusty ani nosidła. Nie wiem, czy Zuli by się podobało takie noszenie. Ręce mamy wystarczały 🙂 Masz rację dziecko i tak zweryfikuje nasze zakupy i to, co akurat jest reklamowane i w modzie 🙂

  • Rety,taki sam typ jak nasz synuś:)Tyle,że on lubił noszenie i używałam elastycznej chusty.Bliźniaczki zaś nie domagały się ciągłego noszenia i na szczęście,i tak kręgosłup swoje przeżył w ciąży 😉