KARMIENIE PIERSIĄ

Czy dieta matki karmiącej to faktycznie MIT?

Tradycyjna dieta matki karmiącej jest wymagająca. Zero produktów wzdymających, tłustych, smażonych, owoców pestkowych i tak dalej. Dieta eliminacyjna matki karmiącej może być totalną katorgą. Wiele się mówi obecnie o tym, że mama karmiąca piersią może jest WSZYSTKO, że „dieta matki karmiącej” to MIT. Czy jednak to na pewno prawda?

Gotowany na parze kurczak, zupa jarzynowa, ciut ziemniaków, od święta herbatnik. Zero produktów wzdymających, nabiału, owoców, większości warzyw, chleba, i tak dalej, i tak dalej. Przez pierwszych kilka miesięcy po urodzinach mojego pierwszego dziecka jadłam bardzo mało i bardzo… głupio.

Na początku starałam się jeść po prostu zdrowo, ale różnorodnie. Jak Bóg przykazał (czyt. lekarze) gotowałam wszystko na parze i wystrzegałam się produktów zabronionych. Moja córka jednak strasznie płakała, męczyły ją bóle brzuszka, kolki i sama nie wiedziałam co jeszcze. Niestety, trafiłam w końcu na lekarza, który hm… postanowił chyba zadbać o moją linię, a nie o nasze zdrowie, bo zalecił mi tak rygorystyczną dietę, że 2 miesiące po porodzie ważyłam mniej niż przed ciążą. Cud, że nie wykończyło mi to laktacji i nie dostałam anemii (a może i dostałam? nie robiłam w tym czasie sobie badań, kolejny błąd).

Pewnie wiele matek poszłoby po rozum do głowy i dało sobie spokój z takimi zaleceniami z kosmosu, zwłaszcza, że dziecko jak płakało tak płakało. Jednak nie ja. Ciągle myślałam, że coś zrobiłam źle – może niepotrzebnie zjadłam tego herbatnika? Może to przez ten kawałek bułki? Gdy pojawiał się nieco lepszy dzień, sądziłam, że jest to skutek moich wyrzeczeń. Następnego dnia jednak wszystko wracało do normy (bardzo głośnej normy), a ja znów zagłębiałam się w moje tabelki (każdego dnia spisywałam wszystko co zjadłam) i szukałam prawidłowości.

Będąc z Wami zupełnie szczera muszę przyznać, że podobało mi się to, że tak szybko schudłam i potrafię tak konsekwentnie odmawiać sobie wszystkich smakołyków. Otrzeźwienie jednak przyniosła wizyta u innego lekarza, który opieprzył mnie równo i powiedział, że taka dieta jest nie tylko zupełnie niepotrzebna, ale też głupia i szkodliwa. Głównie dla mnie samej, bo dziecko z mleka przyswoi potrzebne witaminy, tylko dla mnie już pewnie ich niewiele zostanie.

Praktycznie z dnia na dzień skończyłam z tą głupią „dietą matki karmiącej” i zaczęłam jeść normalnie. Normalnie, ale zdrowo. Jadłam wszystko na co miałam ochotę, łącznie z produktami smażonymi, nabiałem i od czasu do czasu słodyczami. A dziecko? Jak płakało tak płakało 🙂 Jak miało gazy, kolki i problemy z brzuszkiem, tak miało.

Nie ma sensu na wszelki wypadek eliminować z diety jakichkolwiek grup produktów, potencjalnych alergenów, cytrusów itp. Jeśli  jeden lekarz Wam da takie zalecenia – skonsultujcie je z innym lekarzem, zróbcie testy potwierdzające alergię. A jeśli zdecydujecie się na stosowanie takiej diety – regularnie konsultujcie się z lekarzem i róbcie sobie badania krwi, żeby wykluczyć anemię.

Dieta eliminacyjna (np. nabiału) powinna trwać 3 tygodnie, po których następuje ekspozycja na daną grupę produktów. Jeśli objawy wracają, przedłużamy ją na kolejne 3 tygodnie). Oczywiście pod kontrolą lekarza!

Wszystko wydaje się proste, prawda? Dużo się teraz mówi o tym, że dieta matki karmiącej piersią zasadniczo nie ma wpływu na dziecko, bo mleko produkuje się z krwi, a nie żołądka i to jest prawda. Produkty wzdymające mogą zaszkodzić jedynie matce, ale dziecku już nie. Lansuje się teraz tę modną tezę, że kobieta karmiąca może jeść WSZYSTKO. Totalnie wszystko na co ma ochotę. Ale ja nie mogę się z tym zgodzić.

Lekarze i dietetycy o tym wspominają, ale mam wrażenie, że jest to jednak marginalizowane. „WSZYSTKO, ALE ZDROWO” Do kobiecego mleka nie przedostają się pestki, czy gazy, ale chemia z pożywienia. Konserwanty, dodatki, polepszacze smaku mogą być przyczyną złego samopoczucia dziecka. Dlatego też kobiety karmiące piersią nie powinny jeść wysoce przetworzonych produktów, tłuszczów trans, fast foodów, przetworzonych słodyczy, importowanych (często naszpikowanych chemią) owoców.

Przykład z własnego podwórka – Tosia, mimo problemów z kolkami i brzuszkiem nigdy nie wymiotowała, czasem, wiadomo, zdarzało jej się delikatnie ulać przy odbijaniu, ale była to zawsze niewielka ilość mleka. Raz, jeden jedyny raz (na całe nasze 2-letnie karmienie) po karmieniu ewidentnie pokarm nie chciał jej się ułożyć w brzuszku, aż w końcu tak chlusnęła mlekiem, że byłam cała mokra. Tego dnia wybraliśmy się do restauracji, w której trochę poszalałam z jedzeniem. W pamięci utkwił mi przede wszystkim gęsty, przepyszny sos, którym obficie polana była moja sałatka. Mogę się tylko domyślać, jaka chemia była w tym sosie. Przypadek? Nie sądzę. 

Dziewczyny, jedzcie wszystko, ale zdrowo. Nie fundujcie sobie zapobiegawczo głupich diet, nie wykluczajcie alergenów tak na wszelki wypadek. Każdą dietę eliminacyjną konsultujcie z lekarzem. Jedzcie jednak zdrowo, pijcie dużo czystej wody, wystrzegajcie się chemii w pożywieniu, omijajcie śmieciowe żarcie i produkty z połową tablicy Mendelejewa w składzie.

You Might Also Like