KUCHNIA MOIM ZDANIEM

BLW – jak my to robimy?

Jeszcze będąc w ciąży naczytałam się o BLW (baby-led weaning) , kupiłam książkę „Bobas lubi wybór” Gill Rapley i Tracey Murkett (koniecznie przeczytajcie książkę, jeśli chcecie spróbować) i generalnie napaliłam się na tę metodę karmienia niemowląt niesamowicie. Nie spieszyłam się z rozszerzaniem diety, bo i po co? Najwygodniejsze było, jest i będzie dla mnie karmienie piersią. Zatem grzecznie odczekałam aż Tosia skończy 6 miesięcy i wystartowałyśmy z BLW.
Na marginesie tylko przypomnę, że BLW to metoda karmienia niemowląt pomijająca etap papek – dziecko od razu dostaje jedzenie w kawałkach i je samo, raczkami. Samo też decyduje co zje, ile zje i czy zje. Więcej o tym możecie przeczytać tutaj.
Zaczęłyśmy od marchewki, chwilę potem doszły inne warzywa – ziemniak, dynia (hit!), brokuł, kalafior, fasolka szparagowa itp. Mimo iż wg BLW można wszystko dawać dziecku od razu (z wyłączeniem oczywiście takich produktów jak miód, orzechy, kakao itp), ja proponowałam Tosi produkty zgodnie z tradycyjnymi tabelkami, takimi jak ta. Uważam, że jest to świetna ściągawka, która motywowała mnie do wprowadzania produktów, o których normalnie bym pewnie zapomniała, bo sama jem niewiele warzyw i owoców.
Moja pierwsza rada dla tych, którzy zdecydują się spróbować – warzywa powinny być na tyle miękkie, żeby dały się rozgnieść językiem o podniebienie. Spróbujcie sami 🙂 Ja na początku niestety dawałam małej czasem trochę zbyt twarde słupki marchewki, czy różyczki brokuła. Tak, zdarzyło nam się dwa razy zakrztuszenie, z którym dziecko nie mogło sobie poradzić. Wyjęłam wtedy Tosię szybko z krzesełka i trzymając ja poziomo kilka razy klepnęłam w plecki. Rada nr 2 – nie przypinaj na początku malucha w krzesełku, łatwiej będzie go wyjąć gdy zajdzie potrzeba. Dziecko trzeba mieć oczywiście cały czas na oku. No i nie panikuj 🙂 Kilkumiesięczne niemowlęta mają umiejscowione miejsce odruchu krztuszenia dość płytko, dlatego też na początku często zdarza im się krztusić zanim nauczą się poprawnie jeść.
Pierwszy miesiąc rozszerzania Tosiowej diety to było samo BLW. Potem przyszedł czas na mięso i stchórzyłam 😉 Tosia od początku wszystko chętnie jadła, przy czym większość produktów starała się po prostu połknąć, pomijając żucie. Nie chciałam, żeby połykała kawałki mięsa, bałam się, że będzie ją potem bolał brzuszek. Wprowadziłam zatem klasyczne zmiksowane z mięsem zupki ok 2-3 razy w tygodniu.
Tosia nie należy do dzieci, które spokojnie poczekają, aż mama zrobi wyszukane jedzonko, dlatego też jej śniadania i kolacje to zwykle kaszki podawane łyżeczką. Czasem jajecznica na parze. Zgodnie z duchem BLW można ugotować kaszkę na gęsto i pokroić w kosteczkę.

Jak teraz wygląda Tosiowe jedzenie? (Oprócz mleka)
– śniadanie – głownie kaszka bezmleczna z przeróżnymi owocami, czasem jajecznica,
– obiad – BLW (rożne różności, jak chcecie to Wam napiszę następnym razem kilka naszych hitów) lub klasyczna zupkopapka. W weekendy zwykle jest to jakiś słoiczek, tak jest najszybciej i najwygodniej, bo zazwyczaj jemy poza domem,
– podwieczorek – owoce w formie BLW lub ze słoiczka, jeśli niesezonowe, albo jogurt/serek z owocami,
– kolacja – kaszka mleczna.

Oprócz tych stałych posiłków Tosia często też dostaje różne kąski z naszych posiłków, które się nadają dla małego dziecka.

Co lubię w BLW?
– swobodę dziecka, samodzielność, to że może się bawić jedzeniem, poznawać je wszystkimi zmysłami, odkrywać i uczyć się,
– to, że mam chwilę dla siebie, mogę też w spokoju zjeść ciepły posiłek,
– spokój – gdy karmię Tosię łyżeczką a ona nie chce jeść, to przyznam, że mnie to denerwuje, przy BLW nie mam z tym problemu, nie patrzę ile zjada, a ile wyrzuca. Bałagan mnie nie rusza 😉

Czego nie lubię w BLW?
– filozofii wspólnego jedzenia tych samych posiłków. Naprawdę, denerwuje mnie to, że zgodnie z duchem BLW powinnam przestać solić, słodzić, klasycznie smażyć i codziennie jeść to, co niemowlę. Doprawianie na talerzu to nie to samo. Dziecku nie dam słonej potrawy, bo jego organizm nie jest na to przygotowany, ale to nie znaczy, że ja muszę się poświęcać 😉 Często jemy to samo, bo nie mam siły gotować dla siebie oddzielnie, ale nie powiem, żeby mi te potrawy jakoś wybitnie smakowały… Często też zdarza mi się troszkę oszukiwać – na przykład robię placki dla Tosi, a potem dodaję cukier i smażę porcję dla siebie 🙂 Poza tym ja jem może 10% owoców i niewiele więcej warzyw, jakie je Tosia, więc trudno znaleźć mi przepisy na potrawy, które i ja bym zjadła chętnie. Nie twierdzę oczywiście, że jest to minus uniwersalny, na pewno wielu rodziców pokocha za to BLW, a znowu wystraszy się fruwającego jedzenia po całej kuchni, co mi akurat zupełnie nie przeszkadza.

——————————-

Może Cię również zainteresować:

Rozszerzanie diety – BLW, zupki, papki i inne pyszności

You Might Also Like

  • Super, że piszesz o tym, że można mieszać. Ja mam ostatnio wrażenie, że na mieszanie wszyscy się poobrażali, jakoś tak skrajnie się zrobiło. Jak BLW to już nigdy żadna papka, jak karmisz piersią wyrzuć wszystkie butelki bo będą cię kusić (autentyczna rada mojej koleżanki), jak pieluchy wielorazowe to jeden mały pampersik podczas długiej podróży samochodem to zło! a ja tam lubię mieszać. Taką oto będę matką niekonsekwentną.

    • carla

      Dokładnie! Ja tam nie lubię żadnych skrajności 🙂

  • Ja również bałam się wprowadzania mięsa, ale nie jest powiedziane, ze dziecko ma jeść jego całe kawałki, jak kotleta! 😀 poczatki były trudne ale teraz bazujemy na pulpetach, również i tych bez jajka, a naszym hitem są burgery z indyka, gdzie dużą rolę odgrywa seler i por 😉 jesli chcesz podzielę się przepisem. My także nie wykluczyliśmy łyżeczki, choć Jakubek raczej jej nie lubi, więc podwójnie muszę się głowić 🙂 pozdrawiamy!

  • Najważniejsze, to znaleźć kompromis, który Wam odpowiada 🙂 Czasem BLW, czasem papka, grunt to się nie męczyć.
    My zaczynamy powoli z BLW, synek kończy za kilka dni 6 miesięcy, i jak na razie u nas sprawdza się to znakomicie 🙂 Z mężem akurat nie używamy praktycznie wcale soli, więc śmiało dajemy małemu to samo, co my jemy na obiad. A w ciągu dnia podaję mu jakieś warzywka, owocki, chleb, smażę placuszki, co tam się nawinie 😉 Zrobiłam też próbę łyżeczkową z domowym musem bananowo-jabłkowym i też się zajadał, więc to chyba po prostu żarłoczny egzemplarz 😀 Ale widzę, że jedzenie samodzielne daje mu dużo radości, więc z łyżeczki będziemy korzystać sporadycznie, jeśli już 🙂

  • Mama 2 synków

    Moja przyjaciółka wybrała tę metodę karmienia i z perspektywy osoby która na codzień nie uczy własnych dzieci jeść w ten sposób jest straszna!
    1. Po pierwsze Mała krztusiła się, nie doszło do tragedii, za każdym razem dziecko na prośbę mamy otwierało buzię i wyciągało język dzięki czemu łatwo można było przechwycić pokarm, ale narażenie dziecka na niebezpieczeństwo jest moim zdaniem mocno nieodpowiedzialne. Teraz się udało a co jak się nie uda?
    2. Wszyscy byli brudni: dziecko, mama, tata. Plus stół, podłoga i parę innych rzeczy.
    Gdy dorosła natomiast lata z upaćkanymi rękami i brudziła wszystko co dotknęła. Będąc w gościach to zdecydowanie problatyczne dla obu stron.
    3. Ponoć dziecko dzięki tej metodzie samo odkrywa smaki, wie co lubi czego nie i jest m niej narażone na bycie niejadkiem. Z 2 zaś strony nie każde dziecko ma z tym problem po co więc zakładać że Twoje będzie wyprzedzać na każdy posiłek?

    Nie lubię tej metody, nie rozumiem i może będę okrutna i niesprawiedliwa ale moim zdaniem jest tylko obsesją pseudo nowoczesnych mam a dziecko nie ważne jaką metodą lub bez metodowo poprostu będzie swoim rytmem smakować świat.

    • 1. Moim zdaniem jak się krztusi ciągle to zwyczajnie nie jest gotowa na jedzenie w kawałkach. Nic na siłę. Ma skończone 6 mies.? Jeśli tak i nadal sobie nie radzi z kawałkami pokarmu to warto jeszcze trochę poczekać.
      2. No tak, niektóre dzieci rzucają wszędzie jedzeniem, ale po skończonym posiłku wystarczy przecież przetrzeć podłogę, uprać śliniaczek i gotowe. Co do latania z upaćkanymi rękami to chyba nie zależy od sposobu rozszerzania diety… Skoro już biega to ma powyżej roku, w tym wieku chyba nawet dzieci, które nie miały rozszerzanej diety przez BLW zaczynają jeść samodzielnie, prawda? To już kwestia organizacji rodziców. Moje dziecko np. je tylko w swoim foteliku.
      3. Niejadki zdarzają się i wśród dzieci na BLW. To raczej chodzi o to, że rodzic stosujący BLW jest bardziej wyluzowany, nie wywiera presji na maluchu, nie odwraca uwagi, żeby tylko dziecko coś zjadło, nie wmusza, nie puszcza bajek. Ale też nie każdy rodzic karmiący tradycyjnie to robi 🙂 BLW nie daje gwarancji, że dziecko nie będzie niejadkiem/

      Wiesz, właśnie w tej metodzie o to chodzi, żeby dziecko poznawało nowe smaki w swoim rytmie, wtedy gdy już jest na to gotowe, świadomie. Zgodzę się, że nie jest to metoda dla wszystkich, ale warto spróbować 🙂

  • Bardzo fajny artykułu, ja też stosuję dietę BLW naprzemiennie z karmieniem łyżeczką(głównie posiłki mięsne), póki co mój Synek je wszystko co dostaje, uwielbia warzywa i nie kaprysi😊