MOIM ZDANIEM

5 sposobów jak nie oszczędzać pieniędzy

Chciałam napisać tekst o tym, jak oszczędzam, zdradzić Wam moje sposoby i sprytne tricki. Chciałam… Obiecałam sobie na początku roku, że kończę z trwonieniem kasy i pożyczaniem gotówki od mamy pod koniec miesiąca.  Co z tego wyszło? Ano, ostatnio w sklepie musiałam się mocno nagimnastykować, żeby kupić śmietanę, bo karta płatnicza powiedziała: „pas!”

Walczę, walczę jednak mocno i mam już w głowie zarys tego, co muszę zrobić, żeby przestać się modlić do terminala płatniczego, aby łaskawie przyjął moją kartę. Na razie jedynym moim sojusznikiem jest mikroskopijne mieszkanie, które odmawia pomieszczenia jakichkolwiek nowych bibelotów, pudełek, kubków i pościeli. Tych rzeczy nie kupuję już od wielu miesięcy, ale jakoś wcale mnie to nie cieszy.

Nawiasem mówiąc, na wiosnę zrobiłam niezłe oczyszczanie przestrzeni, a tym samym zapełnianie worków na śmieci, o czym możesz przeczytać w tym wpisie —> KLIK, ale rzeczy jak to rzeczy, lubią się mnożyć, sama wiesz…

Postanowiłam zatem napisać post o tym, w czym jestem dobra, czyli co zrobić, żeby wydawać ZA DUŻO pieniędzy. Trzymaj się mocno i nie bierz ze mnie przykładu! 🙂

 

NIE RÓB LISTY ZAKUPÓW

Rób zakupy spontanicznie, wpadaj do sklepu jak burza, najlepiej na głodniaka, wrzucaj rzeczy do wózka bez opamiętania, ładu i składu, kup 2 razy więcej niż potrzebujesz, bo przecież nie pamiętasz, co masz w domu. Kupuj na pamięć – nie patrz na ceny, przecież te produkty bierzesz zawsze, kiedyś chyba były w dobrej cenie, więc pewnie nadal są, prawda? Na szybko wymyślaj przepisy na obiady, które ugotujesz w następnych dniach, kup dużo produktów z krótkim terminem ważności, przecież NA PEWNO się nie zmarnują…

W domu zorientuj się, że 1/3 rzeczy zdublowałaś, o połowie składników na te zdrowe obiadki zapomniałaś, a większość Twoich zakupów stanowią chipsy, puszki z kukurydzą, groszkiem, pomidorami w puszce i rurki z kremem. Uświadom sobie, że tego co masz raczej nie zrobisz smacznej kolacji…

Przeklnij pod nosem, zjedz budyń z torebki (masz ich przecież już 7, możesz szaleć!), zrób listę zakupów na następny dzień i…. zgub ją. Klasyk.

 

NIE KUPUJ UBRAŃ NA WYPRZEDAŻACH

A najlepiej w ogóle nie kupuj ciuchów przez dłuższy czas. Pewnego dnia zorientuj się, że 80% Twojej szafy zajmują dresy i powyciągane bluzki, w których nawet wstyd iść po bułki. Kolejne 10% to zniszczone torebki, których żal wyrzucić. Ostatnie 10% to wreszcie ubrania względnie porządne, może trochę niemodne, ale odpowiednie do wyjścia. Pech chciał, że są typowo sezonowe, więc z nadejściem kolejnej pory roku biegniesz ile tchu do galerii handlowej, kupujesz 2 bluzki, spodnie, sukienkę i żakiet dwa razy drożej niż mogłaś to zrobić miesiąc wcześniej na wyprzedażach. Brawo Ty! A raczej: brawo ja… #storyofmylife

No chyba, że lubisz kupować ciuchy, wtedy masz pewnie trochę inny problem 😉

 

PŁAĆ WYŁĄCZNIE KARTĄ

Płać wszędzie kartą, często spontanicznie, bez zastanowienia i sprawdzania rachunku bankowego. Wydawanie wirtualnych pieniędzy mniej boli, prawda? Wyjmujesz kartę, wystukujesz pin lub nie i „tadam!” pięćdziesiąta torebka jest już Twoja! Zatem dzień po dniu radośnie przykładaj kartę do terminali… aż usłyszysz okrutne: „Odmowa”. Mhm… może to tylko awaria?

 

BĄDŹ BANKOWYM DINOZAUREM

Załóż konto w jednym banku, bądź ślepa i głucha na dodatkowe opłaty, podwyżki, promocje i oferty z innych banków. Płać za jakieś dodatkowe bezsensowne ubezpieczenia i nie miej żadnych profitów za korzystanie z karty kredytowej. Otwórz kilka rachunków i zapomnij o części z nich, niech opłaty się kumulują i czekają na swój dzień. Tłumacz się brakiem czasu i słabą orientacją w tych tematach…

 

NIE PROWADŹ DOMOWEGO BUDŻETU

Przecież to takie czasochłonne i nudne! Wydawaj małe sumy codziennie na głupoty, tu kawa na wynos i ciasteczko, tam kanapka. Pizzunia na mieście przecież nie nadwyręży Twojego budżetu, prawda? 10zł za kawę to nie fortuna, a wafelek za 2zł to przecież tyle co nic… Może faktycznie nie będę namawiała Cię na prowadzenie domowego spisu wydatków, bo podsumowanie miesiąca mogłoby Cię przyprawić o zawał.

Kiedyś uczestniczyłam w badaniu zachowań konsumentów przeprowadzanym przez Główny Urząd Statystyczny i przez miesiąc spisywałam skrupulatnie wszystkie swoje wydatki. Po zakończeniu badania z ciekawości zliczyłam wszystkie takie drobne wydatki i okazało się, że na samą kawę na mieście wydałam 70zł! A przecież mam ekspres w domu i w pracy. Paranoja.

 

A teraz serio…

Mam nadzieję, że nie popełniasz takich błędów jak ja, że planujesz rozsądnie swoje wydatki i z głową robisz zakupy. Ja postanowiłam wziąć się za siebie i nasz rodzinny budżet, zwłaszcza, że szykują się u nas duże zmiany.

Pierwszym krokiem było zamówienie książki „Finansowy ninja” Michała Szafrańskiego, znanego z bloga jakoszczedzacpieniadze.pl. Na razie czekam na dostawę, ale mam bardzo wysokie oczekiwania.

No tak, to bardzo w moim stylu – zacząć oszczędzanie, wydając pieniądze na książkę!

Jednak teraz można ją zamówić w promocyjnej cenie, no i liczę na to, że książka da mi kopa w tyłek i zmobilizuje do działania.

Obiecuję ciąg dalszy wpisu, tym razem o tym jak faktycznie oszczędzać i nie trwonić pieniędzy. Bo uda mi się na pewno. Musi.

Teraz Twoja kolej, rozbudujmy ten antyporadnik. Podziel się ze mną swoimi sposobami na NIE oszczędzanie pieniędzy 🙂


Zajrzałaś pierwszy raz? Spotkajmy się na Facebooku! 🙂

You Might Also Like

  • Dla mnie ksiązka to zawsze wytłumaczony wydatek 🙂 Powiem ci tak szczerze, że czasem im bardziej oszczędzam tym szybciej trace kasę….

  • Jestem doskonała w wydawaniu!
    Np. gdy kupuję coś większego,AGD czy nawet auto,przeglądam te,które są powyżej moich możliwości.To powoduje konieczność „dopożyczenia” brakującej kwoty. Zwykle też daję się nabrać na pierdółki,ahh takie potrzebne;)Wciąż obiecuję sobie poprawę!Daj znać jak ta książka:)

    • hahah, no tak, bo przecież zawsze można dołożyć 50 czy 100zł i mieć coś „duuużo” lepszego 😀 Dam znać, pewnie, jeszcze czekam 🙂

  • udomowiona

    Ja jestem doskonała w nieoszczędzaniu pieniędzy bo trwonię je na lumpeksowych zakupach. Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie kupiła. Kiedyś dla siebie teraz dla dziecka. niby drobne sumy ale po miesiącu trochę się uzbiera. a szafy pękają w szwach

    • Oj tak, dla dziecka też kupuję za dużo!

  • Dzięki wielkie za ciepłe słowa i koniecznie daj mi proszę znać czy i jak Ci się podobał „Finansowy ninja”.

    Pozdrawiam!

    • Tak zrobię 🙂 Już się nie mogę doczekać! Pozdrawiam!

  • Agent Z

    Hahahaha, mój ulubiony tekst na blogu! <3
    U mnie egzamin zdaja zakupy przez internet, mozna na biezaco kontrolowac zapasy (ale kilka puszeczek wiecej przeciez nie zaszkodzi ;P )

    • Dla mnie pieniądze wydawane przez Internet są tak wirtualne, że aż trochę nierealne – łatwiej mi się je wydaje 😀